Jak rośliny strączkowe wspierają dywersyfikację upraw?

10 lutego przypada Światowy Dzień Suchych Nasion Roślin Strączkowych, ustanowiony przez FAO. Tegoroczne hasło przewodnie to „Wprowadzanie różnorodności do systemów rolno-spożywczych.”
Łubin wąskolistny to wciąż najpopularniejsza roślina strączkowa w polskich gospodarstwach. Zdjęcie: Panek

Światowy Dzień Suchych Nasion Roślin Strączkowych, ustanowiony przez FAO, przypomina o roli tych gatunków w budowaniu trwałych, odpornych i zrównoważonych systemów produkcji rolnej oraz wyżywienia ludności. Tegoroczne hasło podkreśla, jak istotna jest różnorodność w systemach rolno-spożywczych, szczególnie dziś, gdy rolnictwo mierzy się z wyzwaniami klimatycznymi, a w jeszcze większym stopniu rynkowymi.

Więcej niż białko

Rośliny bobowate grubonasienne (strączkowe) pełnią znacznie większą rolę niż tylko dostarczanie białka. To fundament bardziej zrównoważonego rolnictwa i bezpieczeństwa rynku żywności oraz pasz. Rośliny te wyróżniają się również szeregiem innych korzyści:
– są wartościowe odżywczo i stanowią bogate źródło witamin i minerałów oraz urozmaicają zbożową dietę;
– mają długi okres przydatności, co przyczynia się do ograniczania marnowania żywności;
– wspierają bioróżnorodność i poprawiają odporność systemów rolniczych na zmiany klimatu;
– wiążą azot atmosferyczny, dzięki czemu ich włączenie do płodozmianu może zmniejszyć zapotrzebowanie na nawozy azotowe;
– poprawiają żyzność i strukturę gleby.

Wzrost znaczenia roślin strączkowych jest widoczny już teraz. Powierzchnia zasiewów w latach 2023-24 wyraźnie się zmieniła, zarówno w grupie gatunków konsumpcyjnych, jak i pastewnych (tabela). W spożywczych najszybciej rośnie soczewica, a w pastewnych największe wzrosty notują groch siewny, łubin wąskolistny i soja. To sygnał, że rolnicy coraz lepiej postrzegają korzyści płynące z dywersyfikacji upraw.

Ze wszystkich roślin strączkowych uprawianych w Polsce największy potencjał rozwojowy ma obecnie soja. Jest jednocześnie rośliną oleistą i białkową, a jej rosnąca popularność wynika z niekwestionowanej przewagi gospodarczej.

Polska importuje co roku 2,5-2,7 mln t śruty sojowej. To ekwiwalent produkcji nasion z 1,2-1,3 mln ha upraw realizowanych w krajach trzecich. Wartość tego importu sięga 3,6-3,8 mld zł. W praktyce oznacza to odpływ środków w walutach wymienialnych, które mogłyby zasilać krajowy sektor rolny i przetwórczy. Znaczną część tej produkcji można by realizować na polskich polach, zwłaszcza teraz, gdy rynek zbóż i kukurydzy znajduje się pod silną presją pozaunijnej konkurencji.

Od nadprodukcji zbóż do bezpieczeństwa białkowego

Każdy dodatkowy hektar obsiany soją to realny krok w stronę zwiększenia samowystarczalności białkowej naszego kraju. Większy udział tej rośliny może stabilizować rynek zbóż, ograniczać wahania cen płodów rolnych i wzmacniać odporność krajowego sektora paszowego na wstrząsy geopolityczne. Rolnicy są zainteresowani uprawą soi, ale oczekują wsparcia, które zmniejszy ryzyko produkcyjne i ułatwi wejście w tę uprawę. Czy decydenci dostrzegą tę szansę, czy wolą ją świadomie ignorować? Czas pokaże.

© Materiał chroniony prawem autorskim. Zasady przedruków w regulaminie.