Webinar sojowy 2025: Soja w praktyce – technologia, opłacalność, perspektywy

Polska importuje ogromne ilości białka roślinnego, a jednocześnie boryka się z nadwyżkami zbóż i kukurydzy. Dlatego soja przestaje być alternatywą, a staje się koniecznością.
W webinarze sojowym zorganizowanym przez Stowarzyszenie Polska Soja wzięli udział (od lewej): Mariusz Wojtyna, Tomasz Tryk, Krystian Ambroziak, Emilia Fink-Podyma, Joanna Panek, dr Magdalena Wiśniewska, dr hab. Anna Fraś, prof. Marcin Kozak. Zdjęcie: SPS

Powierzchnia uprawy soi w Polsce w 2025 r. osiągnęła historyczny poziom, zbliżając się do 100 tys. ha. Niemniej nasz kraj ma potencjał na zwiększenie zasiewów nawet do 750 tys. ha. Taki wzrost mógłby pokryć 45-50% zapotrzebowania przemysłu paszowego na białko sojowe i zatrzymać w Polsce ok. 3,2 mld zł rocznie, które obecnie wypływają za granicę jako koszt importu śruty sojowej. Czy ten scenariusz jest realny? O szansach, barierach i konkretnych rozwiązaniach rozmawiano 3 grudnia 2025 r. podczas webinaru: "Soja w praktyce – technologia, opłacalność, perspektywy", zorganizowanego przez Stowarzyszenie Polska Soja oraz Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB.

Program wydarzenia podzielono na 6 bloków tematycznych, które poprzedziły prezentacje:

  1. Soja od siewu do zbioru, czyli jak uprawiać soję z sukcesem – Mariusz Wojtyna, Stowarzyszenie Polska Soja
  2. Doświadczenia agrotechniczne dla doskonalenia technologii uprawy – Emilia Fink-Podyma, Stowarzyszenie Polska Soja
  3. Kalkulacja uprawy soi w obserwacjach wieloletnich – prof. dr hab. Marcin Kozak, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu
  4. Polska soja – paszowa perspektywa wartości – Tomasz Tryk, Ewrol
  5. Wartość odżywcza i bioaktywna polskich genotypów soi – dr hab. Anna Fraś, prof. Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB
  6. Program rozwoju uprawy i przetwórstwa soi w perspektywie najbliższego 10-lecia – Krystian Ambroziak, Stowarzyszenie Polska Soja

Webinar i wszystkie sesje pytań i odpowiedzi poprowadziła Joanna Panek, redaktor serwisu polowego dla producentów rolnych terazpole.pl

Wydarzenie miało charakter otwarty. W dyskusję aktywnie włączyli się rolnicy – zarówno doświadczeni plantatorzy soi, jak i osoby dopiero rozważające jej wprowadzenie do gospodarstwa. Pytania spływały na bieżąco poprzez chat, a najciekawsze z nich zostały omówione podczas sesji pytań i odpowiedzi. W niniejszym artykule zawarto streszczenie każdego wystąpienia oraz przytoczono wybrane pytania uczestników wraz z komentarzami ekspertów. Pełne nagranie webinaru z podziałem na sekcje tematyczne jest dostępne na kanale YouTube Stowarzyszenia Polska Soja.

Dlaczego soja?

Soja w ujęciu globalnym to ważny surowiec zarówno dla produkcji energii, jak i dla przemysłu paszowego oraz spożywczego. Od blisko 25 lat obserwuje się dynamiczny wzrost areału jej uprawy. Dziś soja jest czwartą najważniejszą rośliną uprawną na świecie, po kukurydzy, pszenicy i ryżu. W Europie również rośnie zainteresowanie jej uprawą.

– W Unii Europejskiej w ostatnich latach obserwuje się też zmianę wielkości areału soi w poszczególnych krajach. Według danych Danube Soja najwięcej soi produkują Włochy, Francja i Rumunia, a tuż za nimi znajduje się Polska. A zatem Polska stała się jednym z kluczowych krajów w produkcji lokalnej soi.
Emilia Fink-Podyma

Rozwój uprawy soi w Polsce zależy obecnie od dwóch głównych czynników. Należą do nich rosnąca liczba podmiotów gotowych aktywnie angażować się w rozwój tego gatunku oraz stabilne inwestycje w badania, hodowlę, udoskonalanie technologii uprawy i budowę krajowych mocy przetwórczych. To właśnie synergia tych działań zdecyduje o tym, czy soja stanie się pełnoprawnym filarem krajowego rolnictwa i istotnym źródłem lokalnego białka roślinnego.

1. Soja od siewu do zbioru, czyli jak uprawiać soję z sukcesem

Mariusz Wojtyna, wiceprezes Stowarzyszenia Polska Soja, przedstawił kompleksową technologię uprawy soi w obrazowej formie „technologicznego koła sojowego”, obejmującego kluczowe etapy od wyboru stanowiska aż po zbiór. Jak podkreślił prelegent, sukces w uprawie soi wymaga świadomego podejścia do każdego z tych elementów.

– Soję można uprawiać z sukcesem, ale należy robić to świadomie. Wraz ze wzrostem świadomości i wiedzy o uprawie soi wzrasta nam również poziom plonowania.
Mariusz Wojtyna

Gleba musi być przyjaznym miejscem dla soi, i to nie tylko dla samej rośliny, ale przede wszystkim dla bakterii symbiotycznych (Bradyrhizobium japonicum), odpowiedzialnych za wiązanie azotu atmosferycznego i przekazywanie go roślinie. Podstawą jest wybór stanowiska o uregulowanym odczynie – optymalne pH gleby wynosi 6,0-7,0. Mariusz Wojtyna radzi też unikać stosowania nawozów potasowych w formie chlorkowej (sól potasowa), która jest zabójcza dla bakterii.

O powodzeniu uprawy soi w dużej mierze decyduje trafny dobór odmiany pod względem wczesności, dostosowany do warunków danego regionu. Na etapie rozpoczynania uprawy rekomendowane są odmiany wcześniejsze, mniej wymagające, z grup wczesności 3-4. Wraz z nabywaniem doświadczenia – szczególnie w południowej i centralnej Polsce – możliwe jest stopniowe wprowadzanie odmian późniejszych. Natomiast przy większych areałach dobrą praktyką jest dywersyfikacja ryzyka poprzez wysiew 2-3 odmian o różnej wczesności, pochodzących z różnych hodowli.

W trakcie dyskusji zwracano uwagę, że uruchomienie przez soję efektywnej symbiozy wymaga spełnienia jednocześnie dwóch warunków. Z jednej strony konieczny jest niewielki deficyt azotu w początkowych fazach rozwojowych roślin, z drugiej – obecność dużej liczby żywych bakterii brodawkowych gotowych do zasiedlenia systemu korzeniowego. Dlatego zalecano rezygnację z nawożenia azotem oraz obowiązkowe wykonanie szczepienia nasion przed siewem, nawet tych już zaszczepionych fabrycznie.

– Aby symbioza między bakteriami brodawkowymi a korzeniami mogła zaistnieć, roślina musi wysłać sygnał w postaci związków chemicznych, że tej symbiozy potrzebuje. Nawożenie przedsiewne azotem sprawia, że roślina się rozleniwia i jest duże prawdopodobieństwo, że brodawkowanie i symbioza nie zajdą prawidłowo.
Emilia Fink-Podyma

– Doszczepienie materiału kwalifikowanego przedsiewnie jest najbardziej efektywną formą szczepienia. Szczególnie jeśli soja trafia na stanowisko po raz pierwszy, zabieg ten zwiększa efekt brodawkowania, co bezpośrednio wpływa na wielkość plonowania.
Mariusz Wojtyna

Na początku kwitnienia należy sprawdzić, czy „fabryka azotu” została uruchomiona. Jeśli na korzeniach soi nie stwierdza się brodawek lub ich liczba jest bardzo niska oznacza to, że mechanizm nie zadziałał i roślina pozostaje zależna od zasobów glebowych. W takiej sytuacji należy zastosować dawkę ratunkową azotu. Eksperci rekomendują ok. 30 kg N/ha w formie saletrzanej. Dawki tej nie należy zwiększać, ze względu na ryzyko wybujania roślin, wylegania oraz wydłużenia okresu wegetacji.

Sporo komentarzy na czacie dotyczyło terminu siewu soi. Eksperci zalecają możliwie wczesny siew, najlepiej w 2. i 3. dekadzie kwietnia. Choć soja potrzebuje ciepła i wilgoci do szybkich i wyrównanych wschodów, wybór terminu dyktują również inne, praktyczne czynniki. Po pierwsze, podstawą skutecznego odchwaszczania są herbicydy doglebowe, których efektywność jest najwyższa, gdy gleba jest wilgotna. Każdy dzień opóźnienia siewu zwiększa ryzyko przesychania gleby, a tym samym obniża skuteczność zabiegów. Po drugie, wczesny termin siewu pozwala także ograniczyć straty powodowane przez gołębie. Ptaki te żerują na soi, gdy w okresie lęgowym (koniec maja) rośliny znajdują się w fazie liścieni. Natomiast jeśli soja zdąży rozwinąć pierwsze liście właściwe, wtedy staje się dla gołębi mało atrakcyjna.

Soję zbiera się przy wilgotności nasion ok. 13%. Roślina ta wymaga staranności podczas żniw, zarówno pod względem ustawień kombajnu, jak i precyzji operatora. Mariusz Wojtyna zwrócił uwagę na skalę strat podczas zbioru. Przy obsadzie 60 roślin na m² i masie tysiąca nasion 180 g, utrata jednego nasiona z każdej rośliny oznacza stratę 108 kg/ha (ok. 162 zł/ha), natomiast utrata jednego strąka z każdej rośliny (3 nasiona) to już strata 324 kg/ha (ok. 500 zł/ha). Dlatego warto dokładnie przeliczyć, co jest bardziej opłacalne: zbiór we własnym zakresie czy skorzystanie z usługi zbioru kombajnem z kosą flex.

Wśród pytań na czacie kilka razy pojawił się problem ciemnych przebarwień na nasionach soi. Jak wyjaśniała Emilia Fink-Podyma, zjawisko to może mieć dwie przyczyny:

  • wirus mozaiki soi (SMV), który w trakcie wegetacji objawia się również karłowaceniem roślin oraz silnym ograniczeniem liczby strąków;
  • ekspresja specyficznego genu, uruchamiana przez chłody występujące w lipcu, odpowiadająca za powstawanie antocyjanowych przebarwień we wczesnym etapie rozwoju nasion.

Jeżeli przebarwienia na nasionach są wynikiem porażenia wirusem mozaiki soi, taki materiał nie powinien być przeznaczony do siewu, bo wirus może być przenoszony wraz z nasionami. Natomiast w sytuacji, gdy plamy są efektem ekspresji genów wywołanej reakcją roślin na chłód, nie stanowią one zagrożenia dla zdolności kiełkowania. Warto pamiętać, że nasiona z przebarwieniami nie nadają się na cele konsumpcyjne, ale mogą bez przeszkód być zużyte do przerobu na komponenty paszowe.

2. Doświadczenia agrotechniczne dla doskonalenia technologii uprawy

Stowarzyszenie Polska Soja od kilku lat prowadzi doświadczenia agrotechniczne w celu udoskonalenia technologii uprawy soi. Część z nich to badania ścisłe, realizowane we współpracy z instytutami badawczymi i uniwersytetami, inne – własne obserwacje polowe. Wszystkie mają jeden cel: maksymalne wykorzystanie potencjału plonowania soi i jego stabilizację w kolejnych latach.

– Jednym z celów naszych doświadczeń jest również odpowiedź na problemy i pytania zgłaszane przez rolników, związane z agrotechniką. Chcemy, aby uzyskane wyniki pomagały w doborze takich rozwiązań, dzięki którym na własnych polach nie będą popełniać błędów.
Emilia Fink-Podyma

  • Badanie nad efektywnością stosowania inokulantów

Soja jest rośliną bobowatą, żyjącą w symbiozie z bakteriami Bradyrhizobium japonicum, które tworzą brodawki na korzeniach i umożliwiają wiązanie azotu z powietrza. Ponieważ polskie gleby nie są naturalnie zasiedlone przez te bakterie, konieczne jest szczepienie nasion. Stowarzyszenie Polska Soja, we współpracy ze stacjami doświadczalnymi COBORU, przeprowadziło badania nad efektywnością stosowania inokulantów (szczepionek bakteryjnych) oraz wpływem masy brodawek korzeniowych na poziom plonowania soi.

– Najlepsze produkty do szczepienia spowodowały wzrost plonowania nawet o 2 t/ha. Były to wyniki dla nas naprawdę zaskakujące, ale pokazujące, jak ogromne znaczenie dla budowy plonu ma właśnie szczepienie.
Emilia Fink-Podyma

Jak wynika z badań, doszczepienie nasion tuż przed siewem może zwiększyć plon nawet o 1,3 t/ha w porównaniu z materiałem szczepionym wyłącznie fabrycznie, co czyni ten zabieg wyjątkowo opłacalnym. Jednocześnie obserwacje potwierdzają, że choć bakterie brodawkowe pozostają w glebie, ich liczebność z roku na rok wyraźnie spada, co uzasadnia konieczność szczepienia nasion w każdym sezonie.

  • Doświadczenie własne z terminami siewu

W bieżącym roku Stowarzyszenie Polska Soja przeprowadziło własne doświadczenie z terminami siewu. Poletka założono w czterech terminach (3, 10 i 23 kwietnia oraz 12 maja) w województwie kujawsko-pomorskim, czyli w lokalizacji wysuniętej stosunkowo daleko na północ. Miniony sezon dał bardzo dobre warunki do obserwacji, gdyż okazał się wyjątkowo trudny i chłodny, przez co ujawnił reakcje soi na stres termiczny.

W trakcie doświadczenia wystąpiły przez kilka dni spadki temperatury nad ranem sięgające nawet -6°C. Rośliny, które zdążyły już wytworzyć liście właściwe, ulegały uszkodzeniom mrozowym. Zaskakujące było jednak to, że mniej wrażliwe na ujemną temperaturę okazały się liścienie. Dzięki temu z międzywęźla liścieni mogły tworzyć się kolejne pędy boczne, co w efekcie pozwalało na wykształcenie pełnowartościowej rośliny zdolnej do budowania wysokich plonów.

– Z obserwacji wielu doświadczeń i pól produkcyjnych wiemy jedno: lepiej soję posiać za wcześnie niż za późno. Jeśli posiejemy za wcześnie, soja poczeka na dobre warunki i zregeneruje się po mrozach. Jeśli posiejemy za późno, nie będziemy w stanie jej ochronić przed gołębiami. Przed mrozem możemy plantację ubezpieczyć, a przed gołębiami już nie.
Emilia Fink-Podyma

  • Badanie rozwiązań herbicydowych

Impulsem do podjęcia tego badania było wycofanie z rynku metrybuzyny, dotąd najpopularniejszej substancji czynnej wykorzystywanej w odchwaszczaniu soi. Stowarzyszenie Polska Soja zleciło firmie posiadającej uprawnienia do prowadzenia badań środków ochrony roślin realizację doświadczenia ścisłego. Jego celem było poszukiwanie nowych, skutecznych rozwiązań herbicydowych, a także porównanie ich z preparatami dostępnymi na rynku.

W doświadczeniu wykorzystano wszystkie substancje doglebowe dopuszczone do stosowania w soi i poddano je porównaniu. W każdej kombinacji zastosowano preparat Julius 424 EC, zarejestrowany do ochrony herbicydowej soi w naszym kraju na wniosek Stowarzyszenia Polska Soja. Z punktu widzenia ochrony herbicydowej kluczowym chwastem w uprawie soi jest komosa biała, dlatego na niej skoncentrowano największą uwagę, a w dalszej kolejności na samosiewach rzepaku i rdestówce powojowatej.

– Rozwiązanie, które rekomendujemy jako najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze z perspektywy wykorzystania w soi, to połączenie Juliusa 424 EC z Promanem 500 SC. Z jednej strony skuteczność jest naprawdę dobra, z drugiej strony jest to kombinacja selektywna aż wobec 25 różnych chwastów, zatem obejmuje dość duże spektrum zwalczanych chwastów.
Emilia Fink-Podyma

  • Doświadczenie z wpływem stosowania mikroelementów na uprawę soi

To obszar skierowany do rolników, którzy już uprawiają soję i poszukują dodatkowych rozwiązań w celu optymalizacji plonów. Doświadczenie przeprowadzono we współpracy z Uniwersytetem Przyrodniczym we Wrocławiu, gdzie badano wpływ różnych mikroelementów na wielkość i jakość plonu soi. Szczególnie zaskakujące okazały się wyniki dla kobaltu – zastosowanie tego pierwiastka w dawce podstawowej pozwoliło uzyskać największy średni plon nasion, sięgający nawet 5 t/ha (kontrola – 4,28 t/ha). Wysoki plon nasion (4,56 t/ha) uzyskano również po aplikacji molibdenu w dawce rozszerzonej, a największą masę tysiąca nasion odnotowano po zastosowaniu boru w dawce rozszerzonej.

  • Doświadczenie z desykantami

W trudnych sezonach, takich jak miniony, może dochodzić do opóźnionego i nierównomiernego dojrzewania soi. Aby przygotować rolników na takie sytuacje, już rok wcześniej Stowarzyszenie Polska Soja, we współpracy z Instytutem Ochrony Roślin – PIB, przeprowadziło badania nad skutecznością dostępnych rozwiązań do desykacji soi. W doświadczeniach porównano różne desykanty, w tym substancje pochodzenia naturalnego oraz nawozy. Wyniki były jednoznaczne – najwyższą skuteczność i opłacalność wykazał pyraflufen etylowy. Dobra wiadomość dla plantatorów jest taka, że pod koniec października br. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozszerzyło rejestrację preparatu Mizuki (pyraflufen etylowy 10,6 g/l) również o desykację soi.

3. Kalkulacja uprawy soi w obserwacjach wieloletnich

„Dla rolnika nie ma ważniejszego czynnika niż ekonomika” – tym stwierdzeniem prof. Marcin Kozak z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu rozpoczął wykład poświęcony analizie opłacalności uprawy soi. W prezentacji przeanalizował strukturę kosztów i przychodów uprawy soi w gospodarstwach rolnych w ujęciu wieloletnim. Wskazał również, że zwiększaniu powierzchni uprawy soi w Polsce towarzyszą wymierne korzyści ekonomiczne. Jak podkreślał, dzięki temu „polski złoty zostaje w polskiej kieszeni”.

Profesor zwrócił uwagę na wyraźną analogię do rozwoju uprawy kukurydzy w Polsce. Otóż w 1990 r. jej areał wynosił ok. 100 tys. ha, natomiast w 2025 r. sięgał już blisko 2 mln ha. Soja znajduje się dziś na podobnym etapie rozwoju, co kukurydza w latach 90. XX w. W 2025 r. powierzchnia jej uprawy wyniosła blisko 98 tys. ha, jednak w perspektywie kolejnych dekad areału może sięgać nawet 700 tys. ha.

– To nie jest perspektywa roku czy dwóch, lecz kilku, a nawet kilkunastu lat. Oby nie 35. Produkujmy soję i przetwarzajmy ją w Polsce, zamiast oglądać się na sąsiadów. Tym bardziej że na horyzoncie pojawiają się zagrożenia w postaci umowy Mercosur czy porozumień handlowych z Ukrainą, które mogą naruszyć konkurencyjność polskich producentów. Jako polskiemu rolnikowi zależy mi na tym, aby nasza żywność była bezpieczna. A jeśli pojawią się nadwyżki, soja jest gatunkiem globalnym i można ją eksportować.
Prof. Marcin Kozak

Naukowiec podkreślał, że o opłacalności uprawy soi decyduje nie tylko sam plon, rozumiany jako iloczyn wydajności z hektara i ceny sprzedaży nasion. Równie ważne są dopłaty bezpośrednie, w tym Płatność do roślin strączkowych uprawianych na nasiona oraz Ekoschemat materiał siewny kategorii elitarny lub kwalifikowany. Istotnym elementem rachunku ekonomicznego jest także tzw. wartość następcza. Ta ostatnia, wynika z poprawy stanowiska dla rośliny następczej i może zwiększać plon np. pszenicy ozimej o 8-10%.

W ocenie prof. Marcina Kozaka soja jest uniwersalnym gatunkiem białkowo-tłuszczowym, który w warunkach zmian klimatycznych i rosnącego ryzyka geopolitycznego powinien być w Polsce traktowany priorytetowo, zarówno na etapie produkcji, jak i przetwórstwa. Dodatkowym atutem jest fakt, że wszystkie odmiany soi uprawiane w Polsce są non-GMO i prowadzone są zgodnie z zasadami Integrowanej Ochrony Roślin, co zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa surowca dla odbiorcy końcowego.

Tempo dalszego rozwoju uprawy soi będzie jednak w dużej mierze zależeć od poziomu wsparcia finansowego produkcji, w szczególności w zakresie kwalifikowanego materiału siewnego. Jego wzmocnienie umożliwiłoby stopniowe zwiększanie skali produkcji, poprawę stabilności ekonomicznej gospodarstw oraz ograniczenie nadmiernego wysycenia płodozmianów zbożami. W takim ujęciu soja ma realną szansę stać się w Polsce wiodącą rośliną strączkową, podobnie jak kukurydza stała się filarem w grupie roślin zbożowych.

4. Polska soja – paszowa perspektywa wartości

Tomasz Tryk, koordynator ds. badań i rozwoju w firmie Ewrol, w swoim wystąpieniu przedstawił obraz skali krajowej produkcji soi oraz jej miejsca w systemie żywienia zwierząt. Punktem wyjścia była tegoroczna powierzchnia zasiewów soi, która przełożyła się na szacunki produkcji na poziomie co najmniej 240 tys. t nasion, odpowiadających ok. 178 tys. t śruty sojowej. Skala ta – choć istotna – wciąż pozostaje niewielka w porównaniu z zapotrzebowaniem, gdyż roczne zużycie śruty sojowej w Polsce sięga 3,5 mln t i w przeważającej mierze pochodzi z importu.

Ważnym wątkiem prezentacji była jednak nie ilość, lecz wartość surowca i sposób jej definiowania. Brak ogólnodostępnych, cyfrowych i bezpłatnych krajowych źródeł danych sprawia, że polska soja jest oceniana według zagranicznych algorytmów i norm żywieniowych, często niedostosowanych do krajowych realiów surowcowych i technologicznych. W konsekwencji rynek paszowy w Polsce wciąż opiera się na obcych bazach danych, które determinują wycenę komponentów białkowych. W praktyce oznacza to oddanie kontroli nad oceną wartości własnego surowca.

Tomasz Tryk podkreślał, że soja nie jest surowcem „gotowym z natury”. Bez właściwej obróbki jej potencjał żywieniowy pozostaje w dużej mierze niewykorzystany. Substancje antyżywieniowe, przede wszystkim inhibitory trypsyny, znacząco obniżają strawność białka i wyniki produkcyjne zwierząt. Dopiero precyzyjna obróbka hydrobarotermiczna, łącząca temperaturę, ciśnienie, wilgotność i czas, pozwala uzyskać wysoką wartość biologiczną białka oraz stabilny tłuszcz. Spełnienie tych wymagań technologicznych przesądza o pełnowartościowości soi pełnotłustej i makuchów sojowych, które dziś stanowią dominujące produkty krajowego przetwórstwa.

– Soja jest jak stek dla zwierząt. Warto wziąć pod uwagę, że surowe nasiona soi są jak dobre surowe mięso. Bez odpowiedniej obróbki obie rzeczy nigdy nie staną się daniem dnia. Soja potrzebuje traktowania nie tylko temperaturą, ale także ciśnieniem w warunkach odpowiedniej wilgotności i przez odpowiedni czas.
Tomasz Tryk

W dyskusji wyraźnie wybrzmiał także argument logistyczny i środowiskowy. Polska soja jest surowcem non-GMO, nie wymaga dalekiego transportu morskiego i przy właściwym magazynowaniu charakteryzuje się wysoką stabilnością tłuszczu. W kontekście nadchodzących regulacji, takich jak EUDR, cechy te mogą w przyszłości przełożyć się na realną przewagę rynkową. Warunkiem jej wykorzystania pozostaje jednak rozwój krajowego przetwórstwa i dalsze skracanie łańcuchów dostaw.

Podsumowując, Tomasz Tryk jasno wskazał, że potencjał polskiej soi nie ogranicza się do produkcji polowej, lecz leży w danych, technologii i decyzjach systemowych. Bez własnych, nowoczesnych narzędzi oceny wartości pokarmowej oraz bez inwestycji w przetwórstwo trudno będzie przekonać przemysł paszowy do szerokiego wykorzystania krajowych komponentów sojowych. Z informacją jest jak z wartością: jeśli jej nie dostarczymy sami, zrobi to ktoś inny, według własnych zasad.

5. Wartość odżywcza i bioaktywna polskich genotypów soi

Prof. Anna Fraś z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB zaprezentowała wyniki badań nad wartością odżywczą i bioaktywną polskich genotypów soi, które realizowane są w ramach dotacji celowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (Zadanie 3.9) „Poszukiwanie źródeł wysokiej wartości odżywczej, pokarmowej i agrotechnicznej wśród materiałów hodowlanych soi oraz opracowywanie założeń Krajowego Programu Sojowego”. Badania te, prowadzone w ramach szerokiej współpracy naukowej, badawczej i branżowej, stanowią dziś fundament rozwoju krajowej uprawy soi, ukierunkowanej na wysoką jakość użytkową i stabilność produkcji w warunkach polowych.

Jak podkreślała prof. Anna Fraś, proces selekcji materiałów hodowlanych prowadzony jest dwutorowo. Z jednej strony analizowane są cechy jakościowe istotne dla przemysłu paszowego i spożywczego, z drugiej – parametry fenotypowe i agrotechniczne, które decydują o poziomie i stabilności plonowania. Kluczowe znaczenie ma integracja wyników analiz chemicznych, wykonywanych w laboratoriach IHAR – PIB oraz Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, z oceną polową prowadzoną przez krajowe firmy hodowlane.

Ścisła współpraca ww. podmiotów pozwala na kompleksową ocenę materiału roślinnego i precyzyjne typowanie genotypów do kolejnych etapów hodowli, a następnie do badań rejestrowych w Centralnym Ośrodku Badania Odmian Roślin Uprawnych. Znaczna część analizowanych materiałów znajduje się już na zaawansowanych etapach hodowlanych (F8-F9), co potwierdza dojrzałość i realny potencjał krajowych programów hodowlanych.

Wnioski płynące z badań IHAR – PIB są jednoznaczne: wśród polskich materiałów hodowlanych znajdują się genotypy o wysokim potencjale w kierunku wykorzystania na cele produkcji żywności. Co więcej, w porównaniu z dostępnymi na rynku odmianami, polskie materiały hodowlane soi wykazują się porównywalną lub wyższą zawartością składników odżywczych i bioaktywnych.

Jak podsumowała prof. Anna Fraś, dalszy rozwój polskich odmian soi będzie możliwy wyłącznie przy utrzymaniu ścisłej współpracy nauki, hodowli i praktyki rolniczej. To właśnie na etapie materiału wyjściowego rozstrzyga się przyszła wartość surowca – dla rolnika, przetwórstwa oraz całego łańcucha paszowo-spożywczego.

6. Program rozwoju uprawy i przetwórstwa soi w perspektywie najbliższego 10-lecia

Krystian Ambroziak ze Stowarzyszenia Polska Soja w swoim wystąpieniu podkreślał, że Polska dysponuje ogromnym, ale wciąż niewykorzystanym potencjałem, żeby dołączyć do czołówki europejskich producentów soi non-GMO i stać się istotnym filarem unijnej strategii bezpieczeństwa białkowego. Swoją prezentację rozpoczął od liczb, które najlepiej obrazują skalę wyzwań i szans.

– Problem jest poważny: Europa prawie nie produkuje własnego białka roślinnego. Zużywa równowartość 30 mln t soi, a produkuje zaledwie 2,8 mln t. To oznacza zależność od importu na poziomie 80%. Stąd rosnące znaczenie tzw. protein autonomy, czyli dążenia do uniezależnienia się od zewnętrznych dostawców.
Krystian Ambroziak

Polska jest jednym z największych importerów białka roślinnego w Unii Europejskiej. Co roku sprowadza ponad 4,4 mln t śrut białkowych, z czego 3,7 mln t to śruta sojowa. Generuje to odpływ kapitału z kraju rzędu 6,5 mld zł rocznie. Jednocześnie zmaga się z problemami w eksporcie nadwyżek innych płodów rolnych, m.in. zbóż i kukurydzy. W obliczu tych wyzwań najwyższy czas postawić na to, czego rynek potrzebuje w ogromnych ilościach, czyli na soję.

Nasz kraj potrzebuje jasno zdefiniowanej, dziesięcioletniej strategii dla rozwoju rynku soi oraz pilnych działań wdrożeniowych. Jak wskazywał Krystian Ambroziak, realizacja ambitnego programu rozwoju produkcji i przetwórstwa soi do 2036 r. mogłaby pozwolić na pozyskiwanie w Polsce 1,5-2 mln t krajowych komponentów sojowych. Taka skala produkcji oznaczałaby realne ograniczenie importu białka o 45-50% oraz zatrzymanie w krajowej gospodarce blisko 3,2 mld zł rocznie, które dziś wypływają za granicę w postaci kosztów importu śrut białkowych.

– Nie ma narzędzi inwestycyjnych, wspierających przetwórstwo. Nie ma obowiązkowych, jednolitych standardów jakości i zaleceń żywieniowych oraz paszowych. Mamy rolników, przetwórców i paszarnie, ale każdy działa osobno. Państwo musi stworzyć ramy, które połączą te trzy grupy interesu we wspólne cele.
Krystian Ambroziak

Prelegent wskazywał, że powodzenie dziesięcioletniej strategii rozwoju produkcji i przetwórstwa soi będzie wprost zależeć od zaangażowania kluczowych uczestników rynku. W jego ocenie strategiczną rolę odgrywają paszarnie, które generują ok. 90% popytu na surowce sojowe i w praktyce decydują o tym, czy środki przeznaczane na zakup białka pozostają w kraju, czy trafiają na rynki zagraniczne jako zapłata za importowaną śrutą GMO. Jak podkreślał Krystian Ambroziak, dotychczas paszarnie nie funkcjonowały w lokalnym łańcuchu dostaw białka sojowego, bo taki łańcuch w Polsce praktycznie nie istniał.

Prelegent wskazał konkretne pierwsze kroki, jakie warto podjąć, żeby zbudować strategię rozwoju krajowego białka sojowego:

  1. Uruchomić pilotaż kontraktacji krajowej soi – dla rolników oznacza to stabilny rynek zbytu, a dla przetwórni i paszarni większą przewidywalność;
  2. Podnieść dopłatę do kwalifikowanego materiału siewnego soi – wysoka cena nasion jest znaczącą barierą dla rolników zainteresowanych podjęciem uprawy;
  3. Wytyczyć krajowe standardy jakości soi, komponentów sojowych i oleju – uaktualnienie i ujednolicenie norm do standardów europejskich zwiększy przejrzystość rynku i umożliwi premiowanie jakości;
  4. Utworzyć program wsparcia dla instalacji przetwórczych – konieczna jest budowa i dywersyfikacja krajowych mocy przerobowych;
  5. Zobligować paszarnie do używania krajowych komponentów sojowych poprzez odpowiednią legislację – początkowo przynajmniej 5-10% w celu uruchomienia rynku;
  6. Opracować i przyjąć Krajowy Program Białkowy 2026-36 – z jasno określonymi celami jako strategię wdrożeniową.

– To ostatni moment, w którym musimy powiedzieć jasno: albo zbudujemy w Polsce silny, nowoczesny rynek soi, albo za kilka lat będziemy jeszcze bardziej zależni od importu, a strategiczne miejsca dostawcy białka sojowego non-GMO w Europie zajmą kraje ościenne.
Krystian Ambroziak

© Materiał chroniony prawem autorskim. Zasady przedruków w regulaminie.