Szczepienie soi: prosty zabieg, cenny efekt

Co zrobić, żeby soja miała zapewniony dostęp do azotu bez nawożenia mineralnego tym składnikiem? Odpowiedź znajdziesz w 4. odcinku podcastu „Z soją wśród praktyków”.

Gośćmi 4. odcinka podcastu „Z soją wśród praktyków”, zatytułowanego „Szczepienie”, są Janusz Herbut, rolnik z Podkarpacia, który opowiada, dlaczego zawsze doszczepia nasiona soi tuż przed siewem, jak to robi krok po kroku i co sprawiło, że stosuje mieszaninę dwóch preparatów oraz Mariusz Wojtyna ze Stowarzyszenia Polska Soja, który wyjaśnia, jak poprawnie przeprowadzone szczepienie bakteriami wpływa nie tylko na plonowanie soi, ale też na realne oszczędności w nawożeniu azotem mineralnym.

Zobacz, posłuchaj, dowiedz się więcej

Chcesz obejrzeć całą rozmowę w domu albo posłuchać jej w drodze lub na polu? Kliknij tutaj:

Cykl podcastów „Z soją wśród praktyków” został sfinansowany z Funduszu Promocji Roślin Oleistych. #FunduszePromocji

*****

Aż 2 t/ha plonu soi – tyle może stracić rolnik, który zrezygnuje ze szczepienia nasion bakteriami przed siewem. A to nie jedyna strata. Bez prawidłowej symbiozy z bakteriami brodawkowymi (Bradyrhizobium japonicum), soja nie tylko plonuje słabiej, ale też nie obędzie się bez żywienia azotem, ani nie pozostawi w glebie zapasu tego składnika, z którego mogłyby korzystać rośliny następcze. Doskonale o tym wie Janusz Herbut, rolnik z Podkarpacia, który wypraktykował własne sposoby na efektywne szczepienie nasion.

Soja jako własne źródło białka

Kilka lat temu Janusz Herbut zdecydował się wprowadzić soję do swojego gospodarstwa z bardzo konkretnych powodów. Potrzebował rośliny przełamującej monokulturę zbożową, bo uprawiał pszenicę, jęczmień i kukurydzę, oraz chciał zapewnić sobie własne źródło białka dla trzody chlewnej. Od tamtej pory soję przerabia we własnym zakresie, a ekstrudowany pełnotłusty komponent białkowy dodaje do pasz. Obecnie, dzięki znacznemu zwiększeniu areału uprawy, tylko część zbiorów przeznacza na potrzeby gospodarstwa, a nadwyżki sprzedaje.

– Bardzo dużo tuczników sprzedaję na RHD, do przerobu na mięso, które trafia do lokalnej społeczności. Ludzie, którzy je kupują, mówią, że ma całkiem inną jakość. Dodaję do paszy ekstrudowaną pełnooleistą soję i mięso nie jest suche, jest przesycone tłuszczem, a jak wiadomo tłuszcz jest nośnikiem smaku.
Janusz Herbut

Zdaniem rolnika, każde przetworzenie produktu, choćby w minimalnym stopniu, dodaje mu wartości. Efekty widać także w chlewni. Dzięki dodatkowi ekstrudowanej pełnooleistej soi zużycie paszy spadło o 20 g na kilogramie przyrostu, a okres tuczu skrócił się o 10-14 dni. Jak wylicza, gdyby całość zebranej soi przerabiał i sprzedawał, z każdego hektara uzyskałby ok. 3000 zł dodatkowego dochodu.

Niełatwe początki

Pierwsze lata Janusza Herbuta z soją były pełne wyzwań i nieoczekiwanych trudności. Już pierwszy sezon pokazał, że to wymagająca roślina, która nie wybacza zaniedbań. Najdotkliwsze straty pojawiły się przy zbiorze, bo usługodawca wjechał kombajnem nie wyczyszczonym po gorczycy.

– Soja bardzo mocno chłonie wodę i zapachy. Połowę plonu w pierwszym roku musiałem wyrzucić przez to, że kombajnista nie wyczyścił kombajnu po gorczycy.
Janusz Herbut

Rolnik mimo początkowych niepowodzeń się nie poddał. Postawił na konsekwencję i cierpliwość. Jego filozofia działania jest prosta – cele należy wyznaczać w perspektywie dziesięciu lat i systematycznie do nich dążyć. Zaczynał od niewielkiego areału soi, stopniowo eliminował błędy i budował doświadczenie. Z czasem stała się ona drugą najważniejszą uprawą w jego gospodarstwie. Dziś osiąga też imponujące plony nasion sięgające 4-5 t/ha.

Nawożenie czy szczepienie?

Dla przypomnienia, do wyprodukowania jednej tony nasion soja potrzebuje ok. 80 kg azotu w czystym składniku. Zatem przy plonach, jakie obecnie osiąga Janusz Herbut, zapotrzebowanie przekracza 300 kg N/ha. Można by zaserwować roślinie cały ten azot od razu w postaci nawozów mineralnych – jak pełny talerz gotowego posiłku. Problem w tym, że gwałtowny skok dostępności składnika powoduje katastrofalne skutki.

– Gdybyśmy chcieli podać soi odpowiednią ilość azotu w formie nawozów, proszę sobie wyobrazić, jakie dawki musielibyśmy zastosować. W przypadku takich dawek doprowadziłoby to na pewno do przedłużenia okresu wegetacji, do wybujania roślin i do ich wylegania.
Mariusz Wojtyna

Bakterie brodawkowe (Bradyrhizobium japonicum) działają zupełnie inaczej. Tworzą one na korzeniach charakterystyczne brodawki, w których zachodzi proces wiązania azotu atmosferycznego. To swoisty, precyzyjny system dozowania tego składnika do rośliny, dostosowany do rosnącego zapotrzebowania w jej kolejnych fazach rozwojowych.

– W polskich glebach nie ma naturalnie bakterii brodawkowych, bo to jest roślina z Dalekiego Wschodu. Musimy te bakterie wprowadzić do gleby, żeby mogły one współpracować z soją.
Janusz Herbut

To konieczność, a nie opcja do wyboru

Pomijanie szczepienia nasion bakteriami to najdroższy błąd początkujących producentów soi. Problem w tym, że skuteczność dostępnych na rynku biopreparatów bywa bardzo różna. Dlatego Stowarzyszenie Polska Soja, przy wsparciu Funduszu Promocji Roślin Oleistych, w ubiegłym roku zleciło badania jakości szczepionek w pięciu stacjach Centralnego Ośrodka Badania Odmian Roślin Uprawnych (COBORU). Jak podkreśla Mariusz Wojtyna, wyniki nie pozostawiły złudzeń – różnice były ogromne. Najlepszy preparat dał przyrost plonu sięgający ponad 2 t/ha w porównaniu z kontrolą. Co ciekawe, badania też pokazały, że o wielkości plonu decyduje nie sama liczba brodawek na korzeniach, ale ich masa.

Podobne obserwacje ma Janusz Herbut.

– Robiłem różne doświadczenia z różnymi szczepionkami i zauważyłem, że nie wszystkie dostępne na rynku powodują brodawkowanie. Są takie, po których praktycznie nie ma brodawkowania, a są uznawane za dobre.
Janusz Herbut

Żeby zmniejszyć ryzyko, rolnik stosuje własny sposób. Polega on na mieszaniu dwóch różnych szczepionek w proporcjach 50:50.

– Stosuję dwie szczepionki: połowę dawki jednej, połowę drugiej, dlatego że to są różne hodowle. W badaniach uniwersyteckich ze skutecznością szczepionek to właśnie mieszanki wychodziły najlepiej.
Janusz Herbut

Z kolei Mariusz Wojtyna rekomenduje dodatkowe doszczepienie nasion kwalifikowanych tuż przed siewem, mimo że są już fabrycznie zaszczepione. W ten sposób na korzeniach soi pojawia się znacznie większa liczba brodawek, i w dodatku dużo szybciej.

Zgadza się z tym Janusz Herbut, który obserwuje efekty doszczepiania na własnych plantacjach.

– Materiał oryginalnie zaprawiony zawiera przetrwalniki, a my zaprawiamy bakteriami żywymi, które szybciej zaczynają działać w glebie. Przetrwalniki muszą poczekać na odpowiednie warunki, żeby się uaktywnić.
Janusz Herbut

Wystarczy betoniarka

Proces szczepienia w gospodarstwie Janusza Herbuta jest prosty, ale przemyślany. Rolnik wykonuje go w pomieszczeniu osłoniętym od słońca. Używa do tego betoniarki, w której niemal bezpośrednio przed siewem miesza nasiona z biopreparatem. Sam zabieg trwa bardzo krótko – tylko tyle, żeby nasiona zostały oblepione szczepionką.

– Soja jest bardzo podatna na mikrouszkodzenia i mikropęknięcia, które mocno zmniejszają siłę kiełkowania.
Janusz Herbut

Do szczepionek na bazie torfu dodaje cukier, który nie tylko odżywia bakterie, ale też poprawia ich przyczepność do nasion. Zauważył również, że płynne szczepionki lepiej sprawdzają się w siewnikach pneumatycznych, a torfowe w mechanicznych.

Warto pamiętać, że szczepionka zawiera żywe bakterie, które w takim stanie muszą trafić do gleby, aby działać. Dlatego podczas zabiegu należy unikać ekspozycji nasion na słońce czy używania chlorowanej wody, a w szczególności agrochemikaliów (fungicydy, insektycydy). Natomiast po zabiegu szczepienia nasiona powinny trafić do gleby w ciągu maksymalnie 6 godzin.

Jak sprawdzić, czy szczepienie się powiodło?

Nawet dobrze wykonany zabieg nie zawsze przyniesie oczekiwane rezultaty. Jak zwraca uwagę Mariusz Wojtyna, są trzy sytuacje, które mogą ograniczyć efektywność symbiozy:

  • nieuregulowane pH gleby – optymalne brodawkowanie wymaga odpowiedniego odczynu;
  • przesuszona gleba – negatywnie wpływa na rozwój bakterii brodawkowych;
  • zbyt wysokie dawki azotu startowego – soja staje się „leniwa” i nie zawiązuje brodawek.

Dlatego warto skontrolować, czy szczepienie zadziałało. Test jest prosty i najlepiej wykonać go na początku czerwca, przed kwitnieniem soi.

– Trzeba wykopać roślinę przed kwitnieniem, korzenie wypłukać z ziemi i zobaczyć, czy są brodawki. Następnie kilka z nich należy przekroić i sprawdzić, jaki mają kolor. Powinny być różowe w środku, bo to oznacza, że pracują i są żywe.
Janusz Herbut

Uwaga: roślin nie należy wyrywać, bo wtedy brodawki łatwo się odłamują i wynik może być zafałszowany. A jeśli okaże się, że brodawek nie ma albo są blade i drobne, trzeba działać szybko.

– Wtedy musimy podać szybkodziałający azot mineralny, np. saletrę amonową, w dawce 30-50 kg N/ha, żeby zbudować białko, pobudzić roślinę i ją odżywić.
Janusz Herbut

Z kolei Mariusz Wojtyna przestrzega, że zbyt późne nawożenie azotem grozi wydłużeniem wegetacji i wyleganiem roślin.

Azot na start – tak czy nie?

To jedno z najczęstszych pytań rolników rozpoczynających uprawę soi. Tutaj zdania są podzielone.

– Soja musi mieć jakiś początkowy zastrzyk azotu, żeby dojść do tych bakterii, bo one nie działają od razu. Wystarczy jej to, co jest w nawozie wieloskładnikowym stosowanym przed siewem, czyli do 30 kg N/ha, nie więcej. Jeżeli przeazotujemy ją na początku, to nie będzie zawiązywać bakterii.
Janusz Herbut

Nieco inne stanowisko ma tutaj Stowarzyszenie Polska Soja. Mariusz Wojtyna zaleca uprawę soi bez azotu na start, bo na polach w dobrej kulturze zawartość azotu mineralnego w glebie musi wystarczyć w początkowych fazach wzrostu.

– Jeżeli soja wyczuje, że ma dostępny azot, wówczas proces brodawkowania nie będzie tak efektywny.
Mariusz Wojtyna

Ile kosztuje szczepienie i jakie daje korzyści?

Prawidłowe szczepienie to inwestycja, która szybko się zwraca. Skuteczna szczepionka kosztuje 100-150 zł/ha. Natomiast różnica w plonowaniu soi między zaszczepioną efektywną szczepionką, a nieszczepioną może wynosić nawet 2 t/ha. Do tego dochodzą oszczędności na nawozach i azot pozostawiony w glebie dla roślin następczych.

Janusz Herbut to policzył.

– Zrobiłem u siebie badania po zbiorze soi na azot mineralny w wierzchniej warstwie gleby. Tam był plon 4,2 t/ha, a więc soja potrzebowała bardzo dużo tego azotu, a dostała tylko 27 kg N/ha na start. Dzień po zbiorze soi w wierzchniej warstwie gleby było 170 kg azotu mineralnego.
Janusz Herbut

Z tego później korzystają rośliny następcze. W jego gospodarstwie plon pszenicy po soi był aż o 600 kg/ha wyższy niż po rzepaku.

Krótkie przesłanie na koniec

Szczepienie soi to prosty zabieg, który może zadecydować o sukcesie całej uprawy.

– Soja to korzyść dla środowiska i oszczędność dla kieszeni.
Janusz Herbut

Mariusz Wojtyna dodaje, żeby nie bać się szczepienia nasion i zwracać uwagę na sam zabieg.

Cykl podcastów „Z soją wśród praktyków” został sfinansowany z Funduszu Promocji Roślin Oleistych. #FunduszePromocji

© Materiał chroniony prawem autorskim. Zasady przedruków w regulaminie.