Krowy nie szkodzą aż tak środowisku
Naukowcy wreszcie się przyznali, że metody oceny wpływu zwierząt gospodarskich na ocieplenie klimatu były błędne. Ich opinia była krzywdząca zwłaszcza dla przeżuwaczy.

Najnowszy światowy raport klimatyczny pokazuje m.in. że dotychczasowe oceny emisji metanu były zawyżone. Wskutek ułomnej dociekliwości naukowców wpływ tego gazu oceniano 3-4 razy wyżej, niż jest to w rzeczywistości. Za ten błąd nikt nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, chociaż ma on już pewne konsekwencje.
Głos lobby silniejszy od rozsądku
W grupie "zabójców" klimatu ziemskiego od kilku lat wymieniani byli rolnicy utrzymujący bydło, kozy czy owce. Procesom życiowym tych zwierząt towarzyszy uwalnianie metanu do atmosfery. Dlatego bojownicy o klimat zrzeszający się w tzw. organizacjach ekologicznych lobbowali za wyrżnięciem przeżuwaczy w gospodarstwach i oparciu wyżywienia ludzkości wyłącznie na roślinach, z pospolitymi chwastami włącznie. Ich populistycznym naciskom ulegało coraz więcej polityków. W tej grupie znaleźli się m.in. niemiecki minister rolnictwa Cem Özdemir, premier Holandii Mark Rutte, czy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans.
Zieloni lobbyści w ostatnich latach coraz odważniej wysuwali kolejne żądania. Ich wielkim sukcesem było zapisanie w nowej perspektywie WPR dążenia do obniżenia emisji gazów cieplarnianych z produkcji zwierzęcej poprzez zmniejszenie wielkości stad i pogłowia ogółem. W wielu krajach członkowskich zaczęły się gorące dyskusje, a Holandia jako pierwsza przeszła do czynów. Przyjęto prawo krajowe, w którym pod pretekstem ograniczenia emisji azotanów i gazów cieplarnianych zobowiązano poszczególne regiony kraju do redukcji stad bydła. Rolnicy bardzo szybko się zorientowali, co to dla nich oznacza i wyszli protestować na ulice.
Unijni politycy przerazili się determinacją holenderskich rolników, którzy dotąd uchodzili za spolegliwych. W międzyczasie swoje niezadowolenie z nowych zasad zaczęli publicznie wyrażać mniej dyplomatyczni rolnicy francuscy i niemieccy. Zaczęli bardzo stanowczo domagać się precyzyjnych analiz na temat szkodliwości emisji ze źródeł rolniczych.
Racja po stronie rolników
Opór i dociekliwość rolników się opłaciły. Okazało się, że nauka obecnie wykorzystuje nowy standard, aby odróżnić przeciętny los gazów cieplarnianych w atmosferze. Zastosowana metoda obliczeniowa uwzględnia cykl życia uwolnionych gazów. Szacuje się, że metan przebywa w atmosferze średnio 12 lat, a dwutlenek węgla ponad 1000 lat. Zatem metan jest gazem o krótkim czasie życia, toteż powoduje 3-4 krotnie mniejsze obciążenie, niż dotychczas uważano. W tej sytuacji jego rzeczywisty wpływ na zmiany temperatury globalnej też jest mniejszy.
Świadomi nowych odkryć rolnicy z Europy Zachodniej odbijają piłeczkę. Wskazują, że wbrew wcześniejszym postanowieniom pozwala się na wzrost emisyjności przemysłu. Jako przykład wskazują m.in. ponowne uruchomienie elektrowni węglowej w Mellach na południu Austrii.