Oszczędzanie na azocie jest możliwe

Cała Europa zgłasza kłopoty z podażą nawozów mineralnych i niekończące się podwyżki. Czy rynek wymusi na rolnikach restrykcyjne podejście do nawożenia?
Dobrze zimujące i silnie rozkrzewione łany nie potrzebują na starcie części dawki azotu na dokrzewianie i budowanie długiej słomy.  Zdjęcie: Dreczka

Od początku listopada ruch w sklepach z nawozami w Polsce słabnie. Kto miał pieniądze i chciał zrobić zapasy, już z tym się uporał. Teraz producenci i dystrybutorzy nawozów przez kilkanaście tygodni będą podziwiali rosnące stosy zapasów magazynowych. Zaczęła się gra na wyczekanie.

Tylko część zaryzykuje

Na najbliższe miesiące można przyjąć 3 scenariusze:

  • mało realny – do lutego ceny nawozów wrócą mniej więcej do poziomu sprzed kilku miesięcy i rolnicy będą je nabywać w podobnych ilościach, co w minionym sezonie;
  • możliwy – do przedwiośnia ceny znacząco się obniżą i większość rolników nie będzie ograniczała ich zakupów, licząc na wysokie ceny zbytu płodów rolnych po zbiorach 2022;
  • najbardziej prawdopodobny – do lata przyszłego roku ceny nawozów będą utrzymywały się na obecnym poziomie z niewielkimi wahaniami. Rolnicy mając do dyspozycji ograniczone środki oraz żadnych gwarancji na utrzymanie się takich cen zbytu głównych płodów rolnych, jak obecnie, wybiorą strategię na przetrwanie. Na nawozy w stosunku do minionego sezonu przeznaczą podobną lub nieco zwiększoną ilość pieniędzy. Tylko wąska grupa zdecyduje się wydatnie zwiększyć nakłady, żeby utrzymać wydajność na dotychczasowym poziomie. Ryzyko jest duże, ale może się opłacać. Nagły, wzrost kosztów produkcji rolnej ma charakter wielokierunkowy i dotyczy całego świata. Dlatego groźba znacznego obniżenia przyszłorocznych zbiorów w ujęciu globalnym jest bardzo duża.

W naszych realiach obecnie na pierwszy plan wysuwają się koszty wiosennego nawożenia roślin ozimych azotem. Natomiast z planami dotyczącymi kukurydzy można jeszcze trochę poczekać.

W przypadku rzepaku ozimego zbyt dużych możliwości oszczędzania na azocie nie ma. Pozostaje tylko racjonalizacja jego stosowania i poszukiwanie okoliczności sprzyjających jego lepszemu wykorzystaniu przez rośliny.

Zdecydowanie więcej możliwości dają zboża ozime. Punktem wyjścia będzie stan roślin po zimie i zasoby azotu mineralnego w glebie na przedwiośniu. Kto planuje ograniczenie nawożenia azotem, ten powinien brać pod uwagę redukcję pierwszej dawki. W niektórych sytuacjach bez dużego ryzyka obniżki plonu można ją zredukować o 30-40 kg N/ha. Dotyczy to stanowisk dobrze lub nadmiernie rozkrzewionych przed zimą – trzeba policzyć obsadę źdźbeł kłosonośnych. Jeśli jest taka, jak docelowa, to dodatek na krzewienie jest zbędny. Stymulowanie wiosennego krzewienia azotem ma sens tylko w przypadku późno sianej i rzadkiej pszenicy ozimej.

Kluczowa dla wielkości plonu

Zasadniczą dawkę azotu należy zastosować w fazie wywijania liścia flagowego. Sygnałem do wcześniejszej reakcji jest żółknięcie roślin na tych częściach plantacji, gdzie liczba roślin jest podwojona – na uwrociach, klinach oraz tam, gdzie wysiew dwóch redlic nałożył się na siebie. Większa liczba roślin powoduje szybsze zużycie azotu mineralnego w glebie. Jeśli w tym czasie gleba będzie bardzo przesuszona, to lepiej poczekać na obfity opad.

Obniżanie dawki azotu stosowanej przed kłoszeniem jest niewskazane. Właśnie ta porcja składnika przy obecnie uprawianych odmianach przyczynia się do plonowania. Znacząco wpływa na płodność kwiatków w kłoskach i masę 1000 ziaren. Podwyższa również zawartość białka, co jest szczególnie istotne dla zbóż konsumpcyjnych. Nawet jeśli ktoś nie jest przekonany, że wysokie białko się opłaca, to przy wysokich cenach ten parametr będzie podlegał surowej ocenie w skupie. Wiele obecnie uprawianych odmian pszenicy ozimej cechuje się dość niską samoistną zawartością białka. Dotyczy to dużej części odmian z grupy chlebowych (B).

© Materiał chroniony prawem autorskim. Zasady przedruków w regulaminie.