Zbiór i przechowywanie soi: jak nie stracić 15% plonu?

Dlaczego z danego pola można zbierać 3,3 t/ha, ale też 3,8 t/ha soi? I co bardziej się opłaca: sprzedać zbiory od razu czy je przechowywać? Szczegóły poznasz w 7. odcinku podcastu „Z soją wśród praktyków”.

Gośćmi 7. odcinka podcastu „Z soją wśród praktyków”, zatytułowanego „Zbiór i przechowywanie”, są Anna Barszcz i jej syn Bartłomiej z Ziemi Świętokrzyskiej, którzy dzielą się spostrzeżeniami dotyczącymi zbioru, skupu i przechowywania soi. Bartłomiej wyjaśnia, jak prawidłowo ustawić kombajn do zbioru i jakie korzyści daje heder flex w porównaniu do tradycyjnego zbożowego. Z kolei Anna, która prowadzi lokalny punkt skupu, zdradza, jakie parametry jakościowe najbardziej wpływają na cenę i jak rosnące zainteresowanie uprawą soi w rejonie skłoniło ją do rozbudowy bazy magazynowej. Natomiast Krystian Ambroziak ze Stowarzyszenia Polska Soja podpowiada, jak wyznaczyć optymalny termin zbioru soi i jak przechowywać nasiona w różnych typach magazynów. Zapewnia też, że soja to wyjątkowo „nieatrakcyjna” przekąska dla szkodników magazynowych i gryzoni.

Zobacz, posłuchaj, dowiedz się więcej

Chcesz obejrzeć całą rozmowę w domu albo posłuchać jej w drodze lub na polu? Kliknij tutaj:

Cykl podcastów „Z soją wśród praktyków” został sfinansowany z Funduszu Promocji Roślin Oleistych. #FunduszePromocji

*****

Brak punktu skupu przez kilka lat paraliżował rozwój uprawy soi w rejonie świętokrzyskiego Ożarowa. Rolnicy próbowali produkować soję na niewielkich areałach, zbierali pierwsze plony i rezygnowali, bo transport na duże odległości przy małych partiach nasion był po prostu nieopłacalny. Ten problem nie umknął uwadze Anny Barszcz, która postanowiła wyjść naprzeciw potrzebom okolicznych rolników i uruchomiła pierwszy w rejonie punkt skupu soi.

Brak zbytu zniechęca do uprawy

Anna Barszcz wraz z mężem i synami prowadzi gospodarstwo rolne i firmę zajmującą się skupem płodów rolnych. Kiedy w rejonie Ożarowa zaczęto siać soję, również postanowili spróbować jej uprawy. Szybko się przekonali, że największą barierą nie jest sama produkcja.

– Kiedy w naszym rejonie pojawiła się soja, my również podjęliśmy próbę jej uprawy. Problem polegał na tym, że można było zasiać, można było zebrać, ale nie było gdzie sprzedać.
Anna Barszcz

To właśnie brak zbytu skłonił Annę Barszcz do rozszerzenia działalności o skup soi. Efekt? Po jego uruchomieniu szybko pojawiły się pierwsze zapytania od rolników. W 2024 r. firma rodzinna skupiła blisko 1500 t nasion soi, a obecnie rozbudowuje bazę magazynową. Powierzchnia uprawy soi w rejonie bowiem szybko rośnie.

Jaka soja trafia do skupu?

Na początku działalności skupowej przyjmowano bardzo zróżnicowane partie soi. Niektóre były idealnie suche i czyste, a inne pozostawiały wiele do życzenia. Jednak z roku na rok jakość dostarczanej soi wyraźnie się poprawia.

Podstawowy parametr jakościowy to wilgotność do 13%. Powyżej tego progu firma dokonuje potrąceń cenowych, bo nasiona wymagają dosuszenia.

– Stawiamy na to, żeby surowiec był suchy i bez zanieczyszczeń. To dzisiaj zrobić się da. Trzeba sobie wybrać takie warunki pogodowe do zbioru soi, żeby zebrać ją na sucho, albo ewentualnie dosuszyć.
Anna Barszcz

Dlaczego to takie ważne? Bo rolnik, który dostarcza soję o wilgotności 14-15%, ponosi realną stratę finansową z tytułu potrąceń. Natomiast dla punktu skupu oznacza to konieczność dosuszenia nasion albo krótki czas ich przechowywania.

Krystian Ambroziak potwierdza, że duże podmioty skupujące mają podobne wymagania.

– Ta bariera 13% wilgotności jest nie tylko warunkiem kontraktowym, ale też warunkiem, który powoduje, że ta soja dobrze się przechowuje i dobrze się przeładowuje.
Krystian Ambroziak

Zdaniem Krystiana Ambroziaka soja bywa również zapiaszczona. Dlaczego? To efekt specyfiki samej rośliny. Soja, jako gatunek omszony, „zbiera” ziemię podczas opadów, a w trakcie zbioru kombajn czasem zahacza o glebę. Dla przetwórcy taki piasek to zbędny balast, który utrudnia procesy technologiczne.

Co pokazuje wilgotnościomierz?

Większość błędów popełnia się jeszcze przed przyjazdem kombajnu na pole. Pierwszy z nich? Niewłaściwy termin zbioru.

– Chyba każdy polowy wilgotnościomierz, z którym się spotkałem, nawet najprostszy, ma już kalibrację na soję. Wyłuskanie tej garstki nasion do próby to nie jest wielki wyczyn. Za to pozwoli uniknąć np. zapchania kombajnu, jeśli łodyga okaże się zbyt watowata.
Krystian Ambroziak

Krystian Ambroziak przyznaje, że efekt grzechotki – ten charakterystyczny dźwięk suchych nasion w strąkach – może być mylący. Jeden rolnik usłyszy głośne grzechotanie i ruszy do zbioru kombajnem, a drugi poczeka jeszcze tydzień.

Jak ustawić kombajn?

Soja gotowa do zbioru to łodyga obwieszona strąkami. Strąki są suche, a nasiona duże i twarde. Podczas omłotu strąki powinny pękać stosunkowo łatwo, ale nasiona muszą pozostać całe. Soja wymaga więc zupełnie innych ustawień niż zboża czy rzepak.

– Jeżeli nasiona już grzechoczą w roślinie, możemy spodziewać się, że omłot będzie stosunkowo łatwy. Klepisko ustawiamy raczej szeroko, aby uniknąć przepoławiania nasion. Obroty młocarni należy ustawić w granicach 450-550 obr./min. Jeśli nie ma łupania, można wykorzystać wiatr w kombajnie do wydmuchania ziemi czy ewentualnych nasion chwastów.
Krystian Ambroziak

Trzeba powiedzieć sobie wprost: większość rolników nie ma doświadczenia w zbiorze roślin grubonasiennych. Bartłomiej Barszcz dodaje, że częstym błędem są niewłaściwe ustawienia kombajnu, które prowadzą do przepoławiania nasion lub ich wyrzucania z maszyny. A to straty, których można uniknąć.

Walka o plon nasion

Bartłomiej Barszcz przyznaje, że wielu rolników nie zdaje sobie sprawy, jak duże straty powstają już na etapie koszenia. Tutaj każdy centymetr wysokości cięcia ma znaczenie – jeśli kombajn kosi o 5 cm za wysoko, na polu może pozostać nawet 1,2 t/ha nasion!

– Największym błędem jest zbyt wysokie koszenie. Te wszystkie główne strąki znajdują się na samym dole rośliny, blisko ziemi. W tych dolnych strąkach jest 30% masy plonu.
Bartłomiej Barszcz

Aby móc prowadzić heder nisko, tuż przy ziemi, pole musi być równe jak stół, a kamienie dokładnie wyzbierane. Na takich powierzchniach klasyczny kombajn z wąskim hederem radzi sobie przyzwoicie. Inaczej wygląda sytuacja, gdy soja rośnie na lekko pofalowanym terenie – wtedy znacznie lepszym rozwiązaniem jest zbiór hederem flex, który dopasowuje się do nierówności terenu.

– Różnica pomiędzy kosą flex a zwykłym zespołem żniwnym potrafi być nawet do 15% – oczywiście na korzyść kosy flex. Ona dopasowuje się do terenu i wszystkie te dolne strąki, które są najważniejsze i najcięższe, po prostu zbiera.
Bartłomiej Barszcz

Aż 15% różnicy w plonie! Przy wydajności 3,5 t/ha oznacza to stratę nawet 0,5 t/ha nasion. Jest to taka różnica, że koszt usługi zbioru kombajnem z hederem flex zwraca się z nawiązką, a rolnik nie traci ani czasu, ani paliwa potrzebnego do pracy własnym kombajnem.

Co z wilgotną soją?

Rolnicy często pytają: co zrobić, jeśli w trakcie żniw sojowych pogoda nie dopisała i nasiona mają 14-15% wilgotności? Suszenie w suszarni jest możliwe, ale wymaga ostrożności. Zbyt wysoka temperatura może prowadzić do pękania okrywy nasiennej i przepoławiania nasion. W praktyce najlepiej sprawdza się suszenie soi lekko ogrzanym, suchym powietrzem zewnętrznym.

Anna Barszcz ma prosty sposób na małe partie i brak dostępu do suszarni.

– Soja ma to do siebie, że bardzo ładnie wytraca wilgotność. Można ją cienko rozsypać w magazynie, gdzie będzie powoli dosychać. Z 14% po dwóch tygodniach zejdzie do 12%, zwłaszcza jeśli jest kilkukrotnie przemieszana.
Anna Barszcz

Co to oznacza w praktyce? Bezkosztowe dosuszanie bez ryzyka uszkodzenia nasion. Soja oddaje wilgoć łatwiej niż zboża, wystarczy przewiewne miejsce i cierpliwość.

Przechowywanie prostsze, niż się wydaje

Wielu rolników wciąż obawia się przechowywania soi. Brak doświadczenia i niepewność, jak nasiona zachowują się po zbiorze, sprawiają, że wolą sprzedać je prosto z pola. Anna Barszcz przyznaje, że na początku miała podobne wątpliwości.

– W ostatnich dwóch latach korzystaliśmy z magazynu płaskiego, bo łatwiej nam kontrolować temperaturę i wilgotność. Nie mieliśmy jeszcze takiego doświadczenia z soją, więc woleliśmy mieć ją pod kontrolą.
Anna Barszcz

Okazało się jednak, że obawy były niepotrzebne.

– Powiem z naszego doświadczenia: nic się z nią nie dzieje w magazynie. Przechowuje się świetnie, praktycznie nie wzrasta wilgotność. Spokojnie może leżeć do roku.
Anna Barszcz

Krystian Ambroziak potwierdza, że soja jest stosunkowo łatwa w przechowywaniu, bo nie grzeje się samoistnie i zwykle nie wymaga wentylacji. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla początkujących producentów i dla partii o wyższej wilgotności są magazyny płaskie, które dają lepszą kontrolę nad temperaturą i łatwy dostęp do nasion.

Silosy lejowe mogą być używane do przechowywania soi pod warunkiem, że spełnia ona parametry kontraktowe, tj. wilgotność nasion 12-13% i zawartość zanieczyszczeń do 2%. Krystian Ambroziak przestrzega jednak, że w dużych zbiornikach, szczególnie powyżej 2 tys. t, istnieje ryzyko zakleszczenia ziarna w strefie lejowej. Może się tak stać, gdy na dno trafi partia nasion o podwyższonej wilgotności.

Jak długo można przechowywać soję?

Rok – jak mówi ekspert – to wystarczająco długo, aby poczekać na korzystniejszą cenę bez ryzyka pogorszenia parametrów jakościowych nasion. Jednocześnie przestrzega przed zbyt długim magazynowaniem, bo soja, jako roślina oleista, ma swoje ograniczenia.

– W optymalnych warunkach soja może być przechowywana przez ok. 12 miesięcy. W tym czasie parametry jakościowe, w tym zawartość i jakość tłuszczu, nie powinny ulec pogorszeniu.
Krystian Ambroziak

W przypadku silosów metalowych okres przechowywania soi powinien być krótszy. Najlepiej, aby nasiona zostały rozładowane najpóźniej do końca maja kolejnego roku, zanim temperatura otoczenia zacznie wyraźnie rosnąć. Upalne dni mogą bowiem przyspieszyć procesy starzenia się nasion i pogorszyć ich parametry jakościowe – zwłaszcza stabilność i zawartość tłuszczu.

Szkodniki? Soja ich nie interesuje

To kolejne zaskoczenie. Podczas gdy zboża i rzepak przyciągają liczne szkodniki magazynowe oraz gryzonie, soja pozostaje nietknięta.

– U nas nie stwierdziliśmy nigdy żadnych szkodników magazynowych. W soi nawet gryzonie są niechętne. Jest takim fajnym towarem do przechowywania.
Anna Barszcz

Dlaczego warto to wiedzieć? Bo oznacza to brak kosztów walki ze szkodnikami. Soja broni się sama.

– Soja naturalnie jest chroniona przed żerem ptasim, bo zawiera inhibitory trypsyny, czyli substancje antyżywieniowe. Bardzo trudno się trawi bez obróbki termicznej. Gryzonie to odczuwają, co kończy się dla nich często śmiertelnie.
Krystian Ambroziak

Mikotoksyny? Nie w polskiej soi

Zanim poekstrakcyjna śruta sojowa przypłynie do Europy z odległych krajów trzecich, przez wiele tygodni jest przechowywana w portowych magazynach lub na statkach w zmiennych warunkach otoczenia. To wtedy dochodzi do skażenia śruty mikotoksynami, czyli metabolitami grzybów pleśniowych, które stanowią zagrożenie dla zdrowia zwierząt.

– Z moich kilkuletnich obserwacji muszę przyznać, że w przypadku polskiej soi temat przekroczonych zawartości mikotoksyn praktycznie nie istnieje. W certyfikowanych magazynach, w których pracuję, badania prowadzone są regularnie w ramach systemu GMP+. Monitorowany jest poziom mikotoksyn w takim samym zakresie jak w kukurydzy, czyli badana jest aflatoksyna B, ochratoksyna A (OTA) oraz zearalenon (ZEA). Nasiona polskiej soi spełniają wszystkie wymagania standardu GMP+ z dużym marginesem bezpieczeństwa.
Krystian Ambroziak

Dlaczego? To zaleta krótkich łańcuchów dostaw. Polska soja jest surowcem lokalnym – zwykle prosto z pola trafia do punktu skupu, a następnie w krótkim czasie do przetwórni. Przechowywana jest w kontrolowanych warunkach, przez co ryzyko skażenia mikotoksynami jest minimalne. A zatem soja z polskich pól jest świeża, pewna i bezpieczna. To mocny argument za jej szerszym wykorzystaniem w paszach.

Rozbudowa bazy magazynowej

Uprawa soi w rejonie Ożarowa zyskuje na popularności i coraz więcej rolników przekonuje się do tej rośliny. Anna Barszcz postanowiła wyjść naprzeciw rosnącemu popytowi.

– W tym roku przeznaczamy pod skup soi dodatkowy silos o pojemności 2200 t. Łącznie będziemy mieli miejsce na około 3500 t. Mnóstwo telefonów, ludzie dopytują, bo chcą mieć gdzie sprzedać.
Anna Barszcz

Lokalny skup soi przynosi korzyści wszystkim stronom. Rolnicy mają gdzie sprzedać swoje zbiory. Punkt skupu zyskuje na obrocie większymi partiami różnych surowców. Z kolei firma przetwórcza ma pewność dostaw konkretnych ilości soi o przewidywalnych parametrach jakościowych.

To się opłaca!

Dlaczego firma rodzinna zdecydowała się wejść w skup i przechowywanie soi? Anna Barszcz nie ma wątpliwości.

– Możemy ją skupować i magazynować przez dłuższy czas, bo nic się z nią nie dzieje. Przy załadunku i przeładunku nie ma strat. Możemy też na tym zarobić.
Anna Barszcz

Krystian Ambroziak dodaje, że przetwórcy chętnie współpracują z takimi punktami skupu jak ten prowadzony przez Annę Barszcz. A jeśli ktoś prowadzi punkt skupu płodów rolnych i myśli o rozszerzeniu działalności o soję, warto skontaktować się ze Stowarzyszeniem Polska Soja.

Cykl podcastów „Z soją wśród praktyków” został sfinansowany z Funduszu Promocji Roślin Oleistych. #FunduszePromocji

© Materiał chroniony prawem autorskim. Zasady przedruków w regulaminie.