Ochrona soi: zabiegi herbicydowe muszą być precyzyjne
Jakie błędy sprawiają, że chwasty przejmują kontrolę nad plantacją soi i dlaczego trzeba zacząć od doglebówki? Odpowiedzi poznasz w 6. odcinku podcastu „Z soją wśród praktyków”.

Rozmówcami 6. odcinka podcastu „Z soją wśród praktyków”, zatytułowanego „Ochrona”, są: Franciszek Ostapczuk, prezes RSP Bielczanka z Małopolski, który omawia działanie wybranych substancji czynnych w odchwaszczaniu soi, tłumaczy, kiedy można się spodziewać efektów działania herbicydów nalistnych i dlaczego nawet nieznaczne przekroczenie zalecanej dawki substancji czynnej może prowadzić do fitotoksyczności oraz Emilia Fink-Podyma, prezes Stowarzyszenia Polska Soja, która przypomina, że skuteczna ochrona soi przed chwastami zaczyna się już na etapie wyboru pola i terminu siewu, a podstawą utrzymania plantacji wolnej od chwastów są herbicydy doglebowe.
Zobacz, posłuchaj, dowiedz się więcej
Chcesz obejrzeć całą rozmowę w domu albo posłuchać jej w drodze lub na polu? Kliknij tutaj:
- Obejrzyj na YouTube: #6 Ochrona
- Posłuchaj na Spotify: #6 Ochrona
Cykl podcastów „Z soją wśród praktyków” został sfinansowany z Funduszu Promocji Roślin Oleistych. #FunduszePromocji
*****
Bez skutecznego zwalczania chwastów soja nie ma szans na wydanie dobrego plonu. W takiej sytuacji komosa biała potrafi w kilka tygodni całkowicie zdominować plantację. W miarę ogrzewania się gleby dołączają do niej ciepłolubny szarłat szorstki i – lokalnie – trująca psianka czarna. Również nadmiar chemii jest niebezpieczny, bo prowadzi do fitotoksyczności, czyli zahamowania wzrostu roślin. Zjawisko to często bywa przez rolników niedoceniane, bo jest trudne do zauważenia. Dlatego w uprawie soi kluczowa jest precyzja: właściwy termin siewu, trafny dobór substancji czynnych oraz dopracowana technika zabiegów.
Nierówne starcie soi z chwastami
Jak podkreśla Franciszek Ostapczuk, prezes RSP Bielczanka, zabieg doglebowy wykonany po siewie soi stanowi podstawę skutecznej ochrony herbicydowej. Bez niego nawet najlepszy rolnik będzie miał trudności z utrzymaniem czystej plantacji aż do zbioru. Ostapczuk wie, co mówi, gdyż dysponuje bogatą wiedzą i 13-letnim doświadczeniem zdobywanym zarówno z zagranicznych źródeł, jak i w oparciu o własne eksperymenty. Obecnie areał soi w nadzorowanym przez niego gospodarstwie przekracza 120 ha.
Czy soja bez skutecznej ochrony herbicydowej ma szansę się udać i dobrze plonować? Zdaniem Franciszka Ostapczuka, tylko w określonych warunkach.
– Gdzie są tereny suszowe, można rozważać soję eko, czyli bez ochrony chemicznej. Natomiast w terenach, gdzie jest duża ilość opadów, musi być chemia, bo inaczej sobie nie dasz rady z uprawą soi.
Franciszek Ostapczuk
Uciążliwe gatunki
Największą udręką w uprawie soi jest komosa biała. To ona w pierwszej kolejności pojawia się na plantacjach i najszybciej się rozwija. W miarę ocieplania się gleby na polach Bielczanki dołączają do niej ciepłolubny szarłat szorstki, trująca psianka czarna. Nasiona tej ostatniej mogą dodatkowo zanieczyszczać plon soi.
– Nie powinno się uprawiać soi, kiedy masz pole zaniedbane i masz dużo chwastów takich jak oset czy powój polny. Te chwasty musisz sobie zwalczyć w uprawkach pożniwnych, we wcześniejszym okresie. Możesz częściowo sobie i z tymi chwastami poradzić, tylko niestety kosztem fitotoksyczności dla soi.
Franciszek Ostapczuk
Jeżeli wiosną pojawią się problemy z nadmierną wilgotnością gleby uniemożliwiające wjazd w pole, a jednocześnie zaczną wschodzić chwasty, to ratunkiem może być glifosat w niewielkiej dawce 1,5-2 l/ha. To rozwiązanie sprawdza się również w przypadku poplonów, które nie wymarzły.
System uprawy ma znaczenie
Franciszek Ostapczuk podkreśla, że system uprawy ma ogromny wpływ na stopień zachwaszczenia. Orka to jeden z najskuteczniejszych sposobów ograniczenia presji chwastów, a dodatkowo pozwala na szybsze nagrzanie gleby, nawet o tydzień wcześniej niż w systemie bezorkowym. Efekt ten jest szczególnie widoczny na glebach zwięzłych, z dużą zawartością części ilastych.
Emilia Fink-Podyma zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden aspekt.
– W rejonach, gdzie tej wody jest za mało, a tych rejonów jest dość sporo w Polsce, widzimy sytuację trochę odwrotną. Uproszczenia, czy siew bezpośredni, wpływają bardzo korzystnie na ochronę wody glebowej i jakość choćby wschodów soi.
Emilia Fink-Podyma
Niezależnie od wybranego systemu uprawy – i tutaj eksperci są zgodni – bardzo ważne jest zwalczenie chwastów przed siewem. Soja powinna być wysiewana na stanowisku, na którym chwasty są już zlikwidowane.
Podstawą jest zabieg doglebowy
Franciszek Ostapczuk nie uznaje kompromisów. Jego zdaniem nie ma dobrej ochrony soi przed chwastami bez zabiegów doglebowych. Aby jednak takie zabiegi były w pełni skuteczne, ważna jest odpowiednia wilgotność gleby w trakcie ich wykonywania.
– Często dobry zabieg doglebowy jest jedynym zabiegiem, który w pełni utrzymuje nam plantację czystą przez cały okres wegetacji aż do zbioru. Także to jest zabieg podstawowy.
Franciszek Ostapczuk
Emilia Fink-Podyma zgadza się z tym, podkreślając uniwersalność tego twierdzenia.
– Uważam, że jest jedna recepta na ochronę herbicydową soi. Taką podstawą tej recepty jest zabieg doglebowy – i to bez względu na to, ile tej wilgoci w glebie mamy.
Emilia Fink-Podyma
Co to oznacza w praktyce? Również w warunkach suszy warto wykonać zabieg doglebowy, bo nawet ograniczone działanie herbicydu przyhamowuje wzrost chwastów, dając soi przewagę konkurencyjną na starcie.
– Kardynalnym błędem, podchodząc do uprawy soi, jest myślenie, że nie zastosuje doglebówki, bo jest za sucho. Żeby stwierdzić, czy doglebówka zadziałała, czy nie, warto sobie zostawić mały kawałek taki kontrolny.
Emilia Fink-Podyma
Nawet w trudnych warunkach wilgotnościowych woda w pewnym momencie przychodzi i uaktywnia herbicyd doglebowy. Z kolei ograniczone działanie środka także daje efekt w postaci wolniej rosnących chwastów, co ułatwia ochronę powschodową.
Termin siewu a skuteczność herbicydów
Przygotowując się do uprawy soi warto wybrać taki termin siewu, który będzie optymalny nie tylko pod względem temperatury, ale również pozwoli zachować w glebie jak najwięcej wilgoci. Emilia Fink-Podyma zwraca uwagę na ważny szczegół, który często umyka rolnikom.
– Nie powinniśmy czekać z siewem zbyt długo. Jeżeli mamy odpowiednią temperaturę gleby, to należy decydować się na siew, zwłaszcza jeśli jest to 2. dekada kwietnia i prognozowane ocieplenie. Różnica 2-3 dni w terminie siewu staje się różnicą bardzo istotną z perspektywy skuteczności ochrony herbicydowej.
Emilia Fink-Podyma
Co więcej, przełom kwietnia i maja to okres, kiedy dynamicznie wzrasta parowanie wody z gleby. Zbyt długie czekanie na wzrost temperatury może kosztować utratę wilgoci niezbędnej do skutecznego działania herbicydów doglebowych.
Wysianie nasion do wilgotnej gleby jest warunkiem nie tylko skuteczności herbicydów, ale także żywotności bakterii brodawkowych. Franciszek Ostapczuk dzieli się swoim doświadczeniem z jednego trudnego sezonu, kiedy ziemia była na tyle przesuszona, że musiał pogłębić uprawę przedsiewną, aby wydobyć wilgotną glebę i wymieszać ją z suchym pyłem na powierzchni.
Zadbaj o technikę oprysku
Nawet najlepszy środek nie przyniesie oczekiwanych efektów, jeśli technika oprysku będzie niedopracowana. Franciszek Ostapczuk zwraca uwagę na różnice między zabiegami doglebowymi i nalistnymi.
– Minimalna ilość wody dla doglebówki to 300 l/ha. Im więcej na suchą glebę, tym lepiej. Niesamowicie ważny jest dobór dysz: inne do oprysku doglebowego, a inne do oprysku nalistnego.
Franciszek Ostapczuk
Dlaczego warto używać różnych typów rozpylaczy? W zabiegu doglebowym ciecz robocza musi równomiernie pokryć powierzchnię gleby, dlatego potrzebna jest większa ilość wody i grubsze krople. Natomiast przy oprysku nalistnym, kiedy chwasty są bardzo małe, ważne jest utrzymanie środka na liściach – stąd konieczność użycia rozpylaczy drobnokroplistych i mniejszej ilości wody, żeby środek nie spłynął z powierzchni liści na ziemię.
– Do zabiegu nalistnego końcóweczki żółte, drobnokropliste, maksymalnie 150 l wody. Często u siebie stosuję tylko 100 l wody, żeby nie rozcieńczać za bardzo substancji czynnej, bo ona ma zostać na małym chwaście.
Franciszek Ostapczuk
I tutaj pojawia się kolejny element układanki, czyli adiuwanty wspomagające działanie herbicydów.
– Musi to być adiuwant zawsze doglebowy, musi to być adiuwant zawsze nalistny. Adiuwant doglebowy jest zawsze oznaczony w końcówce gdzieś tam „soil", natomiast adiuwant nalistny nie każdy się nadaje.
Franciszek Ostapczuk
Sulfonylomoczniki, czyli grupa herbicydów nalistnych, wymagają cieczy roboczej o odczynie obojętnym lub zasadowym. Zastosowanie adiuwanta zakwaszającego ciecz prowadzi do obniżenia skuteczności środka. Co więcej, sulfonylomoczniki należy stosować w chłodnych warunkach, dlatego niekiedy zabieg warto wykonywać nawet nocą.
Zabiegi nalistne wyeliminują niedobitki
Jeżeli zabieg doglebowy okaże się nieskuteczny i na plantacji soi pojawi się zachwaszczenie, należy zareagować jak najszybciej. Punktem odniesienia przy planowaniu dalszej ochrony powinna być komosa biała – chwast wyjątkowo konkurencyjny, który najszybciej się rozwija.
– Jeżeli mamy komosę do 5 cm, to sobie maluteńką dawką imazamoksu poradzimy z komosą. Tylko też zachowując te warunki związane z techniką, o których mówiłem: nie na upale, tylko w dobrych warunkach, z adiuwantem i tak dalej.
Franciszek Ostapczuk
Co więcej, do zabiegów nalistnych w soi są dostępne tylko sulfonylomoczniki, a ich pełne działanie widać dopiero po ok. 2 tygodniach.
– Jeżeli zrobiłeś prawidłowy oprysk, nie oceniaj skuteczności po 3 dniach. Efekty takie minimalne dopiero widać po 10 dniach.
Franciszek Ostapczuk
Zdaniem Emilii Fink-Podyma, zbyt szybkie podanie drugiej dawki spowoduje fitotoksyczność. Roślina soi musi zmetabolizować środek, przy czym dużo lepiej zmetabolizuje jedną dawkę podaną z głową, niż kolejne stosowane z powodu zniecierpliwienia.
Fitotoksyczność to niedoceniany problem
Franciszek Ostapczuk przestrzega, że nie ma środka nalistnego, który nie byłby fitotoksyczny dla soi. Problem w tym, że rolnicy często fitotoksyczność utożsamiają tylko z przypalonymi czy skręcającymi się liśćmi.
– Wstrzymanie wzrostu soi to też jest fitotoksyczność!
Franciszek Ostapczuk
Emilia Fink-Podyma dopowiada:
– Często rolnicy nie utożsamiają braku wzrostu czy zahamowywania wzrostu z wystąpieniem fitotoksyczności. A zatem należy stosować środki w taki sposób, aby jak najbardziej ograniczyć również to zahamowanie wzrostu.
Emilia Fink-Podyma
Eksperci podkreślają także aspekt ekonomiczny: po co wydawać dodatkowe pieniądze i pogarszać stan soi, skoro można tego uniknąć?
Co dalej po wycofaniu metrybuzyny?
Sezon 2025 to ostatni, kiedy można stosować metrybuzynę. Znika też flufenacet. Co dalej?
Alternatywami są petoksamid, metobromuron i pendimetalina. Petoksamid w doświadczalnictwie niemieckim uznawany jest za substancję bardzo bezpieczną, zawsze był stosowany z chlomazonem, który zwalcza przytulię i rdesty. Natomiast metobromuron wymaga większej ostrożności. Można go stosować na glebach o zawartości próchnicy co najmniej 1,5%, a optymalna dawka wynosi ok. 750 g/ha.
Z kolei pendimetalina wymaga szczególnej ostrożności, zwłaszcza na lekkich glebach. W Niemczech zaleca się siew soi na głębokość 5 cm, aby w przypadku opadów substancja czynna nie dotarła do młodych korzeni. Dodatkowo pendimetalina może powodować zwężenie szyjki korzeniowej – objaw fitotoksyczności trudny do zdiagnozowania.
– Pendimetalina to substancja bardzo niebezpieczna, szczególnie na lekkich glebach. Tutaj adiuwant doglebowy, nawet podwójna dawka, jest koniecznością.
Franciszek Ostapczuk
Eksperci są zgodni – w krajach ościennych dostępnych jest znacznie więcej substancji czynnych, co przekłada się na wyższy poziom skuteczności ochrony. Emilia Fink-Podyma dodaje optymistyczny akcent.
– Trzy lata temu Stowarzyszenie Polska Soja przeprowadziło doświadczenia z substancjami czynnymi zarejestrowanymi w innych krajach do stosowania w soi, których efektem było zarejestrowanie na nasz wniosek nowej substancji czynnej – petoksamidu. To otworzyło drogę do kolejnych rejestracji, m.in. tifensulfuronu metylu.
Emilia Fink-Podyma
Tifensulfuron – nadzieja na przyszłość
Tifensulfuron metylu od dawna jest zarejestrowany do zabiegów powschodowych w krajach sąsiednich. Maksymalna dawka substancji czynnej wynosi 3,75 g/ha. Zdaniem Franciszka Ostapczuka, to sulfonylomocznik bardziej ryzykowny w stosowaniu niż imazamoks, ale jednocześnie skuteczniejszy wobec niektórych chwastów, takich jak rumian czy samosiewy rzepaku.
– Tifensulfuron daje nam nowe szanse do całkowitego zwalczenia chwastów w zabiegu powschodowym.
Emilia Fink-Podyma
W Austrii i Niemczech środek ten jest szczególnie zalecany do drugiej korekty – jeśli imazamoks nie poradzi sobie z zachwaszczeniem, można uzupełnić zabieg o tifensulfuron. Substancja ta bardzo dobrze zwalcza również samosiewy rzepaku.
Szkodniki i choroby – rzadkie, ale groźne
Oprócz chwastów mogą się pojawić także inne agrofagi.
– W mojej 13-letniej historii uprawy soi tylko raz wystąpił nalot rusałki osetnika. Jest to piękny motyl, którego larwy atakują soję. Są rejony, gdzie pojawiają się również przędziorki. Szkodniki te zwykle atakują od skraju pola i stopniowo przemieszczają się w głąb plantacji. W takiej sytuacji jeden przejazd opryskiwaczem zazwyczaj rozwiązuje problem.
Franciszek Ostapczuk
Z chorób grzybowych najgroźniejsza jest zgnilizna twardzikowa, która pojawia się w latach mokrych i dotyczy okresu generatywnego. Franciszek Ostapczuk zwraca uwagę na znaczenie tej choroby.
– Utrata na roślinie jednego nasionka powoduje 80-100 kg obniżki plonu z hektara. Jeżeli mi wypada jedna roślina, to ile to już nasion ubędzie?
Franciszek Ostapczuk
Tuż przed zbiorem, w przypadku mokrych żniw, mogą pojawić się także grzyby z rodzaju Diaporthe/Phomopsis. Patogeny te wywołują m.in. choroby łodyg i strąków. Objawiają się czarnymi, równolegle ułożonymi kropkami na łodygach, a na nasionach tworzą się charakterystyczne pomarszczenia.
Rolnicy czasami zauważają plamistości na nasionach. Franciszek Ostapczuk wyjaśnia, że jest to związane zarówno z wrażliwością danej odmiany, jak i z warunkami środowiskowymi, np. chłodami w początkowym okresie zawiązywania nasion. Zazwyczaj jest to jedynie wada urody i nie stanowi przeszkody w sprzedaży soi na cele paszowe.
Postawić na produkcję i przetwórstwo soi
Na koniec Franciszek Ostapczuk przypomina o potencjale polskiej soi.
– Dwa miliony ton sprowadzanej śruty – to powinien wykorzystać nasz rynek, żeby w kraju zostały pieniądze!
Franciszek Ostapczuk
Z kolei Emilia Fink-Podyma podkreśla, że tylko świadome podejście do ochrony, kontrola stanu zachwaszczenia i szybkie reagowanie przyniosą sukces w ochronie herbicydowej, a w efekcie sukces w uprawie soi.
- Sprawdź: „Z soją wśród praktyków”, czyli cykl podcastów dla producentów soi
- Sprawdź: Dobór odmian soi: nowe kreacje plonują wyżej
- Sprawdź: Nawożenie soi: jak przebić barierę 3 t/ha?
- Sprawdź: Szczepienie soi: prosty zabieg, cenny efekt
- Sprawdź: Agrotechnika soi: rośliny lubią czuć wiatr w korzeniach

Cykl podcastów „Z soją wśród praktyków” został sfinansowany z Funduszu Promocji Roślin Oleistych. #FunduszePromocji