Forum Sojowe 2024: Soja w Polsce – potencjał i perspektywy
Obniżenie deficytu białka paszowego do 50% zapewniłoby minimalne bezpieczeństwo białkowe kraju. Do tego potrzebne jest zwiększanie lokalnej produkcji soi, ale i popytu na nią.

Warunki klimatyczno-glebowe w naszym kraju pozwalają na zwiększenie zasiewów soi z obecnych 80 tys. ha do nawet 700 tys. ha w przyszłości. Wówczas lokalna produkcja pozwoliłaby pokryć blisko 50% zapotrzebowania przemysłu paszowego na białko sojowe, które obecnie niemal w całości pochodzi z dalekiego importu. Aby ten potencjał został w pełni wykorzystany, konieczne jest rozwiązanie kluczowych wyzwań. Przemysł paszowy musi dostrzec polską soję i zacząć ją traktować jako wyróżnik swoich produktów oraz wartość dodaną. Z kolei rolnicy bardziej zainteresują się uprawą soi, gdy będzie na nią stabilny zbyt i stanie się równie dochodowa jak rzepak. Bez zwiększenia popytu ze strony przemysłu paszowego na polską soję, trudno będzie rozwijać jej produkcję. W przeciwnym razie, zamiast wykorzystania na miejscu, będzie trafiać na rynki zagraniczne.
Zbudować popyt na polską soję
Co może się przyczynić do dynamicznego wzrostu popytu na soję produkowaną w Polsce? Identyfikacji aktualnych wyzwań i poszukiwania konkretnych rozwiązań podjęli się prelegenci, paneliści i uczestnicy drugiej edycji Forum Sojowego: “Soja w Polsce – potencjał i perspektywy”, które odbyło się 28-29 listopada br. w Ożarowie Mazowieckim. Organizatorami wydarzenia były: Stowarzyszenie Polska Soja oraz Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB. Patronat medialny nad wydarzeniem objął serwis polowy terazpole.pl.
Forum sojowe otworzyli dr Michał Rokicki, dyrektor Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB oraz Krystian Ambroziak, wiceprezes Stowarzyszenia Polska Soja.
– Duże zainteresowanie Forum Sojowym świadczy o tym, że transfer wiedzy jest nie tylko bardzo potrzebny, ale wręcz wymagany. To jest swoista inspiracja dla dwóch środowisk – naukowego i praktycznego. Dzielenie się wiedzą, doświadczeniami, spostrzeżeniami, uwagami, problemami, ale również sukcesami, to wartość sama w sobie, którą należy kultywować.
dr Michał Rokicki, dyrektor Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB
Dyrektor Instytutu podkreślił, że systematycznie wzrastająca powierzchnia plantacji nasiennych w Polsce pokazuje, że przed soją rysuje się obiecująca przyszłość. Z roku na rok rozwija się również Forum Sojowe.
– W tym roku tematyka wykładów została rozszerzona o aspekty żywienia zwierząt. Bardzo cieszy nas to, że możemy rozmawiać kompleksowo o soi. Nie tylko od strony naukowej, nie tylko od strony hodowlanej, ale też od strony praktycznej, czyli produkcji pasz czy kwestii agronomicznych i agrotechnicznych.
dr Michał Rokicki
Aby ukierunkować dyskusję, Forum Sojowe podzielono na 5 kluczowych obszarów tematycznych. Po każdej prelekcji odbył się panel dyskusyjny, podczas którego uznani eksperci rozmawiali na dany temat. Choć nie sposób przytoczyć wszystkich wypowiedzi, prezentujemy te najciekawsze. Wykłady wprowadzające do paneli dyskusyjnych wygłosili:
- Panel 1: Soja dawniej i dziś – Emilia Fink-Podyma, Stowarzyszenie Polska Soja
- Panel 2: Hodowla – dr hab. Anna Fraś, prof. Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB
- Panel 3: Znaczenie białka sojowego w żywieniu zwierząt – prof. dr hab. Sylwester Świątkiewicz, Instytut Zootechniki – PIB
- Panel 4: Perspektywa przemysłu paszowego – Maciej Zglenicki, Ewrol
- Panel 5: Wyzwania i szanse dla soi – prof. dr hab. Michał Kwiatek, Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB
Wszystkie panele dyskusyjne poprowadziła Joanna Panek – redaktor serwisu polowego dla producentów rolnych terazpole.pl
Zagadnienia poruszone w pierwszym panelu były rozwijane w kolejnych częściach Forum. A zatem, o czym dyskutowano tuż po rozpoczęciu Forum Sojowego?
- Panel 1: Soja dawniej i dziś – Emilia Fink-Podyma, Stowarzyszenie Polska Soja
Emilia Fink-Podyma podczas swojej prelekcji przybliżyła historię uprawy soi w Polsce, która sięga początku XX w. Pierwsze programy hodowlane zakończyły się niepowodzeniem, bo odmiany były zbyt późne. Z kolei pierwsze sukcesy odmian wcześniejszych miały miejsce w latach 60. i 70. XX w. dzięki prof. Jerzemu Szyrmerowi, a później – w latach 90. XX w. – dzięki prof. Jerzemu Nawracale oraz Hodowli Roślin Strzelce. Z perspektywy prelegentki przełomowy dla uprawy soi w Polsce był 2009 r. To wtedy w czasopismach rolniczych zaczęły pojawiać się artykuły autorstwa prof. Jerzego Nawracały, Agnieszki Osieckiej, dr. Władysława Kościelniaka i dr. Kazimierza Pyziaka, które zwracały uwagę na potencjał tej rośliny oraz pokazywały pierwsze sukcesy rolników z Opolszczyzny. Natomiast rok później zorganizowano pierwsze Dni Soi SDOO Głubczyce, które pokazały, że uprawa soi w Polsce ma przed sobą obiecującą przyszłość.
Jeszcze 15 lat temu w badaniach PDO brały udział zaledwie 3 odmiany, które plonowały na poziomie 2 t/ha. Jednak w ostatnich latach dużo się zmieniło, a lista odmian soi badanych w ramach PDO jest teraz naprawdę imponująca. W 2024 r. w badaniach porejestrowych wzięło udział 35 odmian, a średni plon wyniósł aż 4 t/ha.
Soja to roślina bobowata grubonasienna o wyjątkowych właściwościach – stanowi doskonałe źródło zarówno białka, jak i energii. Zdaniem prof. Jana Jankowskiego, to nie przypadek, że świat postawił na soję. Roślina ta wyróżnia się najwyższą zawartością białka spośród wszystkich roślin bobowatych grubonasiennych oraz zawiera ok. 20% tłuszczu. Alternatywne rośliny, takie jak łubiny czy bobik – choć mogą służyć jako pasza – mają swoje ograniczenia. Przy obecnej skali produkcji zwierzęcej w Polsce trudno znaleźć alternatywę dla soi.
– Na początku lat 70. XX w. rozpoczęto w naszym kraju budowę ferm drobiu i trzody chlewnej. Wówczas pojawiło się zapotrzebowanie na śrutę sojową i kukurydzę. Zaczęto je masowo importować ze Stanów Zjednoczonych. Trwało to aż do 1981 r., kiedy wystąpił kryzys i brak środków na dalszy import. W konsekwencji nastąpił spadek produkcji drobiarskiej. Chociaż podejmowano próby wykorzystania innych roślin strączkowych, to zakończyły się one niepowodzeniem. Od końca lat 80. polskie drobiarstwo dynamicznie się rozwija, a Polska obecnie jest liderem w Europie. Co więcej, aż 40% importowanej do Europy soi trafia właśnie do Polski. To znacząca zmiana, zważywszy, że w latach 70. Polska czerpała wzorce drobiarskie z Węgier i Czechosłowacji, a dziś te kraje importują polski drób. Uważam, że obecnie produkcja drobiarska na taką skalę nie jest możliwa bez soi.
Prof. dr hab. dr h.c. Jan Jankowski, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
W Polsce soja osiąga wyjątkowo dobre wyniki pod względem zawartości białka w nasionach, która wynosi 34-38%, w zależności od grupy wczesności. Tylko jedna odmiana została zarejestrowana z wyróżnikiem high pro, który oznacza zawartość białka przekraczającą 40%. Natomiast zawartość tłuszczu w nasionach wynosi 21-24%.
W przestrzeni publicznej często promuje się groch, bobik i łubiny, określane jako „rodzime” rośliny bobowate grubonasienne, które rzekomo lepiej przystosowane są do polskich warunków klimatyczno-glebowych. Tymczasem żadna roślina strączkowa nie pochodzi z obszarów współczesnej Polski.
– Jedyną rośliną rodzimą w Polsce jest lnianka siewna. Każda roślina rolnicza, którą obecnie uprawiamy, ma swoje korzenie w innej części świata i przeszła długą drogę adaptacyjną do naszych warunków. Dotyczy to zarówno soi, której centrum pochodzenia znajduje się w Chinach, jak i innych gatunków bobowatych grubonasiennych, np. groch, bobik czy łubiny. Choć te ostatnie są często nazywane „rodzimymi”, to to określenie jest nieuzasadnione, bo w rzeczywistości gatunki te pochodzą z rejonów basenu Morza Śródziemnego i Azji Mniejszej.
Prof. Jerzy Nawracała, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu
Prof. Mariola Staniak podkreślała, że soja lepiej znosi okresy posuchy niż inne gatunki bobowatych grubonasiennych, bo jest do tego genetycznie przystosowana. Zmiany klimatyczne to nie tylko ocieplenie, ale również inny rozkład opadów i fale upałów. Soja dość dobrze na nie reaguje, co nie oznacza, że wytrzyma w każdych warunkach. Wskazała też trzy okresy krytyczne dla soi pod względem zapotrzebowania na wodę.
– Pierwszym okresem krytycznym jest kiełkowanie. Wtedy wystarczy woda zgromadzona w glebie i siew przeprowadzony w taki sposób, żeby każde nasiono mogło pobrać wodę równą 120% swojej masy. W przeciwnym razie wschody będą opóźnione i niewyrównane. Drugim okresem krytycznym jest kwitnienie, podczas którego susza może być bardziej szkodliwa, szczególnie gdy trwa długo. Wtedy soja zaczyna odrzucać kwiaty i zawiązki strąków. Na szczęście soja kwitnie przez długi czas i jeśli susza wystąpi tylko w części tego okresu, to reszta fazy może zrekompensować straty. Najgroźniejszym okresem krytycznym jest faza zawiązywania strąków i nalewania nasion. Wtedy woda musi być dostępna, bo brak wilgoci w tym okresie może poważnie obniżyć plonowanie.
Prof. Mariola Staniak, Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – PIB
Za rekordowymi wynikami w badaniach COBORU w 2024 r. prawdopodobnie stoi przebieg pogody, który okazał się korzystny dla soi. Zdaniem Agnieszki Osieckiej, odpowiadał za to układ ciepła połączony z opadami, które przyszły w odpowiednim momencie, choć wcale nie na początku wegetacji. W maju i czerwcu pojawiały się zgłoszenia z rejonu Dolnego Śląska o problemach ze znacznym niedoborem wody. Dopiero lipcowe opady pozwoliły tam na bujny wzrost soi, co umożliwiło uzyskanie rekordowych plonów. Z kolei inne gatunki bobowatych grubonasiennych w takich warunkach radziły sobie gorzej. Było to widać najpierw na polu, a potem w wynikach. Bobik w doświadczeniach uzyskał średnio 3 t/ha, groch siewny również 3 t/ha, a łubiny ok. 2 t/ha lub mniej.
– Takiego roku w soi, jak ten mijający, jeszcze nie było. Proszę sobie wyobrazić, że średni plon wyniósł aż 4 t/ha! Uzyskaliśmy go średnio ze wszystkich doświadczeń realizowanych w sieci badawczej COBORU w 2024 r. W ramach każdej serii doświadczeń soję badano w ok. 30 lokalizacjach w zróżnicowanych warunkach siedliskowych. Średni plon 4 t/ha, można było uzyskać niezależnie od tego, czy doświadczenie było zlokalizowane na północy np. na Pomorzu, na południu – w Pawłowicach, czy w Przecławiu przy granicy z Ukrainą. Co więcej, w tym roku można było sobie pozwolić na pogrupowanie lokalizacji według plonów wynoszących odpowiednio 4, 5, a nawet 6 t/ha – w przypadku odmian o dłuższym okresie wegetacji.
Agnieszka Osiecka, Centralny Ośrodek Badania Odmian Roślin Uprawnych
Emilia Fink-Podyma podkreśliła również rolę Stowarzyszenia Polska Soja, które w tym roku obchodzi swoje pięciolecie. Stowarzyszenie zakładało 20 członków, kiedy powierzchnia uprawy soi wynosiła 19 tys. ha. Obecnie organizacja ta może się pochwalić 500 członkami, przy areale sięgającym 80 tys. ha.
– Chcemy budować polskie bezpieczeństwo białkowe, ale do tego niezbędne jest zwiększenie krajowego popytu na soję. Obecny poziom zapotrzebowania jest stosunkowo niski i skoncentrowany głównie wokół jednej znaczącej firmy zajmującej się jej skupem oraz przetwórstwem. Duża część polskiej soi każdego roku trafia na eksport, m.in. do Węgier, Słowacji czy Niemiec. Jednak to nie wszystko. Soja ze względu na wyższe koszty produkcji niż inne gatunki bobowate grubonasienne wymaga indywidualnego podejścia w kwestii systemu dopłat. Natomiast wszystkie działania mogą okazać się daremne, jeśli zabraknie skutecznych środków chwastobójczych.
Emilia Fink-Podyma
Soja, powszechnie kojarzona w rolnictwie z surowcem do produkcji oleju i pasz, odgrywa również istotną rolę w przemyśle spożywczym. Na świecie wytwarza się z niej wiele produktów, w tym niefermentowanych (edamame, tofu, mleko sojowe) oraz fermentowanych (tempeh, natto, miso, sos sojowy), a także w różnym stopniu przetworzonych (mąka sojowa i produkty z niej wytworzone, granulaty sojowe, izolaty i koncentraty białka sojowego). Chociaż soja bywa posądzana o szkodliwość dla zdrowia, zwłaszcza za sprawą izoflawonów, prof. Anna Fraś z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB przekonywała, że wiele tych obaw to niepotwierdzone mity. Co więcej, soja u osób zdrowych może wykazywać właściwości prozdrowotne.
Prof. Henryk Bujak przybliżył założenia Inicjatywy Białkowej. Powstała ona w COBORU w 2016 r. i wtedy rozpoczęto badania odmian soi na dużą skalę. W tamtym czasie w krajowym rejestrze znajdowało się zaledwie 6 odmian soi, podczas gdy w pozostałych gatunkach roślin bobowatych grubonasiennych było ich od kilku do kilkunastu. Po upływie 8 lat to właśnie soja odnotowała największy ruch odmianowy. W 2024 r. w badaniach rejestrowych i PDO znajdowało się łącznie 76 odmian.
– Takich wyników plonowania soi w historii jeszcze nie odnotowaliśmy. Są nawet odmiany soi, które w dwóch lokalizacjach na Dolnym Śląsku plonowały powyżej 7 t/ha! To bardzo zachęca do dalszych badań. Natomiast nie poradziły sobie nasze tradycyjne gatunki bobowatych grubonasiennych. Soja plonuje dość stabilnie mimo zmieniających się warunków pogodowych. Tutaj odnieśliśmy pewien sukces.
Prof. Henryk Bujak, Centralny Ośrodek Badania Odmian Roślin Uprawnych
W badaniach COBORU dominują odmiany zagraniczne, ale do gry niebawem wejdzie Danko Hodowla Roślin. Soją zaczęto się tam zajmować w 2013 r., wraz z przejęciem materiałów hodowlanych od prof. Jerzego Nawracały z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Spośród nich wytypowano linie, które trafiły do badań rejestrowych, a efektem tego była rejestracja bardzo wczesnej odmiany Erika.
– Nasz program hodowlany soi jest stosunkowo młody. Mimo to, obecnie mamy 7 linii w badaniach rejestrowych COBORU. Mam nadzieję, że w tym roku zgłosimy kolejne i w końcu doczekamy się naszej własnej odmiany. Co istotne, opracowaliśmy w naszej firmie metodę skracania cyklu hodowlanego, dzięki której już w 2021 r., po zaledwie 7 latach, mogliśmy zgłosić pierwsze linie do badań krajowego rejestru.
dr Agnieszka Katańska-Kaczmarek, Danko Hodowla Roślin
Dr Michał Rokicki zauważył, że brak jednoznacznego ukierunkowania na priorytetowy gatunek rośliny bobowatej grubonasiennej jako źródła białka paszowego, ogranicza rozwój sektora. Wskazał, że systematyczny rozwój sektora hodowlano-nasiennego soi w Polsce daje możliwość, aby soja stała się wiodącym gatunkiem białkowym. Jako roślina o wysokim potencjale, może osiągnąć skalę produkcji umożliwiającą dostarczanie dużych partii jednorodnego surowca, spełniającego wymagania przemysłu paszowego.
– Ważnym problemem z mojej perspektywy jest brak jednoznacznego postawienia na określony gatunek. Myślę, że teraz jest duża szansa dla soi. Liczba podmiotów zaangażowanych w prace nad soją pokazuje, że zaczynamy na nią stawiać, co może stanowić przewagę nad innymi roślinami bobowatymi grubonasiennymi. Do tej pory nie wybrano jednego gatunku, na którym wszyscy skoncentrowaliby swoje wysiłki. Jeśli jednak nie pojawi się jasno zdefiniowane zapotrzebowanie rynkowe oraz odpowiednie finansowanie, to prace hodowlane będą prowadzone na mniejszą skalę niż mogłyby i powinny być.
Dr Michał Rokicki
Z kolei Wiesław Dzwonkowski poinformował, że mimo poprawy w ostatnich latach, samowystarczalność unijnego sektora soi, mierzona relacją produkcji do zużycia, nadal pozostaje na bardzo niskim poziomie. Jeśli uwzględni się również import śruty sojowej, a nie tylko samej soi, to okazuje się, że samowystarczalność Unii Europejskiej wynosi zaledwie 10%. Dla Polski ten wskaźnik jest jeszcze niższy i nie przekracza 5%. Podkreślał, że zapotrzebowanie na soję wciąż rośnie.
– Obecnie Polska importuje blisko 3 mln t śruty sojowej rocznie. Rozwijanie uprawy soi pozwoliłoby zmniejszyć to uzależnienie od importu, bo potencjał zwiększenia udziału krajowej soi to co najmniej 1 mln t. Jednak nawet przy maksymalnym wykorzystaniu tej możliwości, zapotrzebowanie na komponenty sojowe nadal będzie wymagało uzupełniania importem.
Wiesław Dzwonkowski, Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej
Ze względów ekonomicznych i żywieniowych nie ma możliwości produkcji mięsa czy jaj bez białka sojowego w sposób konkurencyjny w stosunku do producentów zagranicznych – mówił w swojej prelekcji prof. Sylwester Świątkiewicz z Instytutu Zootechniki – PIB w Krakowie. Jednak obecna sytuacja stanowi potencjalnie duże zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego Polski, zwłaszcza biorąc pod uwagę takie uwarunkowania, jak ewentualne klęski żywiołowe, kryzys finansowy, decyzje polityczne, wzrost cen, Ustawa o paszach (zakaz stosowania materiałów modyfikowanych z 2006 r.) czy panika związana z GMO. Dlatego istnieje pilna potrzeba zwiększenia stopnia samowystarczalności w zakresie białka paszowego poprzez zwiększenie lokalnej produkcji. Najbardziej realną alternatywą są nasiona krajowej soi, a obniżenie deficytu białka paszowego do 50% zapewniłoby minimalne bezpieczeństwo białkowe kraju.
Prof. Paweł Górka przewiduje wzrost wykorzystania krajowego białka sojowego, jednak ten proces będzie zależał od kilku kluczowych czynników. Przede wszystkim dużą rolę odegrają czynniki ekonomiczne, a także środowiskowe, związane z ograniczeniami w emisji dwutlenku węgla i dążeniem do skrócenia łańcuchów dostaw. Jednak zaznacza, że ważnym aspektem będą decyzje hodowców zwierząt.
– Wiele będzie zależeć od decyzji samych hodowców. Na tym etapie duże znaczenie ma percepcja tego produktu, który trafia na rynek. Mówię tutaj o przetworzonych nasionach soi. Mam przyjemność brać udział w projekcie, który ma na celu zgłębienie wiedzy na temat wartości produktów sojowych w Polsce. Są one produkowane nie tylko przez duże zakłady, ale także przez mniejszych producentów. Jednak nie wszyscy są przekonani do takich produktów, gdy słyszą "makuch sojowy". Chcę podkreślić, że w Polsce produkujemy makuch sojowy, a co więcej, staramy się produkować makuch ekstrudowany, co zapewnia bezpieczeństwo żywienia zwierząt.
Prof. Paweł Górka, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, Instytut Zootechniki – PIB
Zdaniem prof. Sylwestra Świątkiewicza, warunkami szerokiego wykorzystania krajowych produktów sojowych jako zamiennika poekstrakcyjnej śruty sojowej w żywieniu zwierząt, są: zapewnienie dużych, wystandaryzowanych partii materiału o wysokiej jakości pokarmowej oraz konkurencyjna cena względem śruty, uwzględniająca poziom białka i tłuszczu, a także przyswajalność aminokwasów w porównaniu ze śrutą. Wyniki badań prowadzonych w Instytucie Zootechniki – PIB wskazują na dużą wartość pokarmową i przydatność krajowych źródeł białka sojowego w żywieniu świń i drobiu. Stosowane w kraju metody przerobu (uszlachetniania) nasion soi pozwalają na uzyskanie produktu wysokiej jakości, który może stanowić istotny zamiennik poekstrakcyjnej śruty sojowej w mieszankach paszowych.
Największym zakładem przetwórstwa soi w Polsce jest Zakład Uszlachetniania Białka Roślinnego (ZUBR) w Osieku k. Brodnicy. Został on wybudowany w 2018 r. przez firmę Agrolok w celu przetwarzania roślin oleisto-białkowych (rzepak, soja), a następnie poważnie rozbudowany w 2022 r. Obecnie moce przerobowe tej polskiej fabryki wynoszą ok. 350 tys. t soi rocznie i znacząco przewyższają krajową produkcję, szacowaną na 210 tys. t w 2024 r. Taka fabryka wytwarza duże, stabilne i jednorodne partie komponentów sojowych.
– W ZUBR zaprojektowaliśmy procesy tak, żeby wydobyć z soi to, co najlepsze. Przetwarzamy surowce wieloetapowo, stosując wydłużony czas obróbki, niższe temperatury i podwyższoną wilgotność. Dzięki temu uzyskujemy komponenty białkowe o bardzo wysokiej jakości, z minimalną ilością substancji antyodżywczych, takich jak inhibitory trypsyny, i wyjątkowo wysoką strawnością białka. Cały proces obejmuje rozdrobnienie surowca, nadanie mu odpowiedniej wilgotności i temperatury, precyzyjnie określony czas obróbki hydrobarotermicznej, a na końcu poddanie surowca wysokiemu ciśnieniu w procesie ekspandowania, co gwarantuje wysoką strawność produktu. Natomiast jakość wyprodukowanych komponentów białkowych jest kontrolowana za pomocą jednego z najnowocześniejszych systemów w Polsce – Matrix – który na bieżąco monitoruje parametry końcowe produktu.
Mariusz Grzędzicki, ZakładUszlachetniania Białka Roślinnego
W produkcji mieszanek paszowych ważnym pojęciem jest "optymalizacja", która polega na osiągnięciu jak najlepszego produktu przy możliwie jak najmniejszych nakładach finansowych. Prof. Mariusz Korczyński z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu prowadził badania nad eksperymentalnym produktem sojowym w ramach projektu NCBiR.
– Jednym z głównych celów badawczych projektu było stworzenie tzw. matryc, czyli tabel zawierających szczegółowe parametry produktów powstających na nowej linii produkcyjnej ZUBR, które mogą być wykorzystywane przez firmy paszowe. Projekt był realizowany we współpracy z wieloma partnerami naukowymi z Polski, w tym z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu, Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie oraz Uniwersytetem Rolniczym w Krakowie. Najtrudniejszy okazał się drugi etap, który polegał na określeniu współczynników strawności oraz metaboliczności energii produktów sojowych. W tym celu skupiliśmy się na kluczowych parametrach procesowych dostępnych w zakładzie, takie jak temperatura, czas obróbki, wilgotność (ilość pary wodnej) oraz ciśnienie. Na tej podstawie stworzyliśmy 96 różnych układów procesowych. Następnie wybrane prototypy skierowaliśmy do dalszych badań nad strawnością jelitową aminokwasów egzogennych.
Prof. Mariusz Korczyński, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu
Przemysłowa produkcja pasz w Polsce opiera się na dwóch głównych surowcach wysokobiałkowych: śrucie sojowej (głównie importowanej) i śrucie rzepakowej (produkcja 2 mln t, z czego 0,6-0,7 mln t idzie na eksport). Rocznie zużywamy blisko 2,7 mln t śruty sojowej oraz 1,4 mln t śruty rzepakowej. Maciej Zglenicki w swojej prelekcji zachęcał do spojrzenia na polską soję jako szansę na wzmocnienie krajowego potencjału białkowego. Zwrócił uwagę, że już teraz w Polsce istnieją firmy paszowe, które traktują polską soję jako wyróżnik swoich produktów i wartość dodaną. Przytoczył przykład rzepaku, o którym kiedyś mówiono, że „wszystko, co czarne w paszach, jest złe”. Paradoksalnie, gdy nasz rzepak stał się ceniony na rynku międzynarodowym, zaczęto dostrzegać jego wartość również w Polsce. Podobna sytuacja zaczyna dotyczyć polskiej soi, której znacząca część w bieżącym roku została wyeksportowana.
– Polska soja może stać się realną alternatywą dla importowanej śruty sojowej. Jej uprawa nie tylko wzmacnia nasze bezpieczeństwo białkowe, ale także buduje wartość dodaną dla krajowego rolnictwa i przemysłu paszowego. W obliczu rosnącego zapotrzebowania na białko wysokiej jakości, polska soja zasługuje na szansę i większe uznanie w krajowym łańcuchu produkcji.
Maciej Zglenicki, Ewrol
Zdaniem prof. Tomasza Schwarza rzepak i soja wzajemnie się uzupełniają, co pozwala osiągać korzyści zarówno pod względem żywieniowym, jak i ekonomicznym. Krajowe surowce mogą być konkurencyjne również pod względem jakości. Zaznaczył jednak, że kluczowe znaczenie ma uwzględnienie wartości wyjściowej danego surowca.
– Na polskim rynku paszowym występują dwa surowce najbardziej narażone na mikotoksyny: kukurydza oraz śruta sojowa. Co istotne, oba te surowce są skażone w różny sposób – kukurydza głównie na polu, natomiast śruta sojowa podczas przechowywania, co oznacza różne rodzaje toksyn. Pytanie brzmi: czy krajowa soja może być w tym zakresie bezpieczniejsza? Jeśli okaże się mniej narażona na skażenia, będzie to ważny argument przemawiający za większym wykorzystaniem jej w paszach.
Prof. Tomasz Schwarz, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie
O przyszłości soi w Polsce zadecyduje przemysł paszowy. Istnieje ryzyko, że krajowy popyt okaże się niewystarczający. Już w tym roku znaczna część polskiej soi, zamiast zostać zagospodarowana w kraju, została wyeksportowana. Dlatego ważne jest uruchomienie mechanizmu, który stymulowałby zapotrzebowanie na krajowe białko sojowe, szczególnie ze strony odbiorców, w tym producentów pasz.
– Jeden z projektów nowelizacji Ustawy o paszach zakładał wprowadzenie od 2025 r. celu wskaźnikowego, który określałby minimalny udział niemodyfikowanych genetycznie, krajowych materiałów wysokobiałkowych w ogólnej ilości roślinnych surowców wysokobiałkowych, wykorzystywanych przez producentów pasz. Celem było stopniowe zastępowanie poekstrakcyjnej śruty sojowej krajowymi komponentami wysokobiałkowymi, z osiągnięciem poziomu 40% do 2032 r. Planowane zmiany zakładały stopniowe tempo: 15% w 2025 r. oraz dalszy wzrost o 6% rocznie w kolejnych latach. Choć ostatecznie projekt ten nie został przyjęty, to uważam, że jego założenia były możliwe do spełnienia przez krajowych producentów pasz.
Prof. Sylwester Świątkiewicz, Instytut Zootechniki – PIB w Krakowie
Z kolei w opinii prof. Tomasza Schwarza kluczowa jest rzetelna analiza potrzeb rynku paszowego oraz stworzenie strategii zagospodarowania soi krajowej, aby uniknąć sytuacji, jaka miała miejsce w 2023 r. z rzepakiem. Wówczas wyeksportowano z Polski 800 tys. t naszej najlepszej śruty, a jednocześnie zaimportowano 200 tys. t śruty niewiadomego pochodzenia. Takie działania psują opinię o naszych surowcach na rynku.
Nowe techniki genomowe (NGT) to techniki m.in. ingerujące w materiał genetyczny organizmu bez dodawania do niego genów pochodzących z innych gatunków. Prof. Michał Kwiatek z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB, otwierając ostatni panel „Wyzwania i szanse dla soi”, przybliżył uczestnikom zagadnienie nowych technik genomowych. Zwrócił uwagę nie tylko na osiągnięcia nauki i hodowli roślin, ale także na związane z nimi wyzwania. W Unii Europejskiej wszystkie rośliny uzyskane przy zastosowaniu NGT podlegają tym samym rygorystycznym regulacjom, co organizmy modyfikowane genetycznie (GMO). Obecnie prowadzone są prace legislacyjne mające na celu uznanie niektórych modyfikacji genetycznych wytworzonych za pomocą NGT za równoważne z modyfikacjami dokonywanymi za pomocą konwencjonalnych metod hodowli. Prof. Michał Kwiatek zaprezentował także aktualną listę organizmów uzyskanych przy pomocy NGT, które są dopuszczone do sprzedaży. Przykładem jest soja Calyno, stworzona przy użyciu TALENs, której olej posiada mniejszą ilość tłuszczów nasyconych i zero tłuszczów trans.
Ogromną szansą dla sektora rolnego w Polsce jest zwiększenie powierzchni uprawy soi, co pozwoliłoby na zmniejszenie uzależnienia od importowanej śruty sojowej. To z kolei miałoby kluczowe znaczenie dla budowania krajowego bezpieczeństwa białkowego. Aby jednak zrealizować ten potencjał, konieczne jest pokonanie licznych wyzwań, które mogą zaprzepaścić dotychczasowe wysiłki. Dla producentów soi jednym z największych problemów jest brak zatwierdzenia dla metrybuzyny oraz niepewna przyszłość herbicydów zawierających imazamoks.
– Substancja czynna metrybuzyna została już oficjalnie wycofana, co oznacza, że czeka nas ostatni sezon, w którym będzie można ją stosować. Stawia to producentów soi w trudnym położeniu. Istnieją dwa rozwiązania, które mogłyby wydłużyć możliwość jej stosowania. Pierwszym z nich jest derogacja, czyli czasowe przedłużenie dopuszczenia do użytkowania. Jednak jest to rozwiązanie krótkoterminowe, które może się okazać niewystarczające. Drugą opcją jest wydłużenie okresu na zużycie, co dałoby rolnikom więcej czasu na wykorzystanie istniejących zapasów substancji. Warto zaznaczyć, że w podobnych przypadkach w przeszłości przyznawano różne terminy na zużycie zapasów, wynoszące od kilku do kilkunastu miesięcy.
Prof. Roman Krawczyk, Instytut Ochrony Roślin – PIB
Zdaniem prof. Romana Krawczyka, w obliczu braku zatwierdzenia dla metrybuzyny, pilne staje się intensywne poszukiwanie nowych rozwiązań w ochronie soi przed chwastami. Zniknięcie tej substancji czynnej z zaleceń to poważny problem, który jeszcze może się pogłębić, jeśli z dwóch dostępnych substancji do stosowania powschodowego pozostanie tylko jedna. W związku z tym, aby uprawa soi w Polsce mogła się rozwijać, konieczne jest stworzenie systemu umożliwiającego skuteczne wykorzystanie dostępnych środków ochrony roślin oraz usprawnienie procedur dopuszczania nowych substancji czynnych do obrotu.
Zaskakujący jest fakt, że nie ma regulacji prawnej, która nakładałby obowiązek wstrzymania wycofywania danej substancji czynnej w sytuacji, jeśli w danej kategorii (np. soja – herbicydy powschodowe) nie ma zarejestrowanych co najmniej trzech alternatywnych substancji. Taki zapis mógłby zapobiec sytuacji, w której nagłe wycofanie danej substancji paraliżuje możliwość skutecznej ochrony danej uprawy i może prowadzić do rezygnacji z jej produkcji.
Wycofywanie wielu ważnych środków ochrony roślin sprawia, że ochrona upraw staje się nie tylko coraz trudniejsza, ale i coraz droższa. Mariusz Wojtyna przeprowadził analizę kosztów produkcji soi, z której wynika, że koszty pokrywa plon rzędu 1,5-2,0 t/ha, podczas gdy średni plon w 2023 r. wg GUS wyniósł 2,58 t/ha. Rolnicy z dłuższym doświadczeniem lepiej zarządzają kosztami i osiągają wyższe wyniki produkcyjne, ale ci, którzy dopiero zaczynają, a przecież ta grupa dominuje, osiągają mniejsze plony. Największy udział w kosztach ma zakup materiału siewnego.
– Zakup kwalifikowanego materiału siewnego soi to koszt 1400-1600 zł/ha. Dla porównania, materiał siewny bobiku kosztuje 900-950 zł/ha, a łubinu 600 zł/ha. Tymczasem dopłata do materiału siewnego dla wszystkich roślin strączkowych jest taka sama i w br. wynosiła jedynie 115 zł/ha. W tej sytuacji rolnicy wchodzący w uprawę soi często zaczynają od nasion z drugiej ręki, nieznanej wartości. Ale rok wcześniej, w ramach pomocy wojennej, dopłata ta wynosiła 500 zł/ha, co znacząco zwiększyło zainteresowanie kwalifikowanym materiałem siewnym. Wyższa dopłata sprawiła, że rolnicy chętniej korzystali z nowych odmian, co miało pozytywny wpływ na plonowanie upraw. Sama idea projektowanego teraz ekoschematu „Materiał siewny” jest dobra, ale potrzebne jest stworzenie odrębnej kategorii dopłaty dla soi i urealnienie poziomu wsparcia, a także zaktualizowanie normy wysiewu, która jest archaiczna.
Mariusz Wojtyna, Stowarzyszenie Polska Soja
Koszty produkcji soi są bez wątpienia wyższe niż innych gatunków bobowatych grubonasiennych. Wynika to przede wszystkim z droższego materiału siewnego, konieczności doszczepiania nasion bakteriami i skutecznego odchwaszczania (zabieg doglebowy i powschodowy), a także wskazanego zbioru kombajnem z hederem typu flex. Natomiast obecny system wsparcia traktuje soję na równi z innymi strączkowymi, co nie zachęca rolników do inwestowania w produkcję soi.
Rolnicy oczekują, że uprawa soi stanie się równie dochodowa jak rzepaku i zapewni stabilny zbyt. Rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie oddzielnej "Płatności do soi" w ramach płatności bezpośrednich, której stawka byłaby na poziomie „Płatności do pomidorów” albo „Płatności do chmielu”. Takie wsparcie mogłoby przełamać obawy, zwłaszcza tych rolników, którzy nie posiadają doświadczenia w jej produkcji lub mają za sobą nieudane próby, ale są skłonni się jej uczyć.
Kolejnym wyzwaniem, przed którym staną rolnicy i podmioty skupowe, jest Dyrektywa EUDR, która wejdzie w życie za rok. Tymczasem ciągle nie wiadomo, która instytucja będzie odpowiedzialna za nadzór nad przestrzeganiem jej przepisów w Polsce, a krajowe wytyczne wciąż nie zostały ujawnione. Ani rolnicy, ani podmioty skupujące nie chcą ponownie doświadczać chaosu, który miał miejsce w tym roku. Przepisy prawa muszą być komunikowane z odpowiednim wyprzedzeniem i wdrażane stopniowo, aby wszyscy zainteresowani mieli czas na przygotowanie się do nich.
– Jeśli chodzi o Dyrektywę EUDR, konieczne byłoby sprawdzenie, czy w Polsce istnieją działki, na których soja była uprawiana na terenach wylesionych. W naszym kraju od pokoleń mamy przede wszystkim grunty orne, więc problem wydaje się marginalny. Najprostszym rozwiązaniem byłoby stworzenie publicznej listy działek objętych wylesieniem. Dyrektywa EUDR nie powinna komplikować nam życia i niepotrzebnie zwiększać biurokracji, ale raczej wskazywać sposoby na sprawne spełnienie wymagań.
Krystian Ambroziak, Stowarzyszenie Polska Soja
Z Dyrektywą EUDR wiąże się jeszcze jeden temat. Rośliny w naturalny sposób pobierają dwutlenek węgla w czasie wzrostu i wiążą go w glebie w postaci materii organicznej. Natomiast na etapie rozkładu oddają go do atmosfery. Te naturalne właściwości roślin zostały wykorzystane na tzw. rynku kredytów węglowych. Warto pamiętać, że rynek kredytów węglowych w rolnictwie nie jest jeszcze w pełni uregulowany prawnie, a nad odpowiednimi przepisami pracuje obecnie Unia Europejska.