Obornik na pola? Komisja jest i „za”, i „przeciw”

Eksplozja cen nawozów martwi wielu, ale chyba nie Komisję Europejską, która właśnie planuje dalsze działania mające na celu zmniejszenie zanieczyszczenia wód azotanami.
Komisja Europejska domaga się większej kontroli nad stosowaniem nawozów naturalnych, w których upatruje głównych sprawców skażenia wód gruntowych azotanami.  Zdjęcie: Dreczka

Podczas gdy cała społeczność europejskich rolników jest zbulwersowana nagłym wzrostem cen nawozów i nośników energii, Komisja Europejska jak gdyby nigdy nic, wyraża swoje niezadowolenie z postępów w ochronie wód przed azotanami i fosforanami. Skąd taka reakcja akurat w tym czasie? Czy w ten sposób unijne władze przyznają się, że są bezsilne wobec gwałtownych zmian na rynkach podstawowych środków do produkcji, co działa destabilizująco na wszystkie sektory gospodarki?

Dyrektywa to rozkaz

Europejska dyrektywa azotanowa obowiązuje od 30 lat. Komisja w swoim ostatnim raporcie dotyczącym azotanów przyznaje, że od tego czasu straty składników pokarmowych w rolnictwie zostały wydatnie zmniejszone. Ale od 2012 r. poprawa jakości wód podziemnych postępuje bardzo powoli. Urzędnicy chyba nie rozumieją mechanizmu regulacji zjawisk przyrodniczych, gdzie z upływem czasu jest coraz trudniej o spektakularne sukcesy. Nie ma też szans na to, żeby zupełnie zablokować procesy wymywania, które naturalnie zachodzą w środowisku gleb uprawnych.

Bruksela uważa, że blisko połowa państw członkowskich UE musi pilnie podjąć dodatkowe kroki, aby osiągnąć cele dyrektywy azotanowej. Są to kraje, w których prowadzi się intensywną produkcję zwierzęcą, do których także zalicza się Polskę. Większość z nich w ostatnich latach pod naciskiem Brukseli kilkakrotnie zaostrzało warunki rozporządzenia nawozowego. Jednak największym zmartwieniem Komisji jest to, że 13 państw nie przekazuje żadnych danych dotyczących emisji azotanów. W okresie sprawozdawczym 2016-19 toczyło się dziesięć postępowań w sprawie uchybienia zobowiązaniom kilku państw członkowskich z powodu złego wdrożenia dyrektywy. Jako jeden ze skutków tych zaniedbań Komisja wskazuje pogorszenie jakości wód, za co wini tylko rolnictwo, jakby inne źródła dopływu azotanów do wód w ogóle nie istniały.

Komisja nie rezygnuje ze swoich celów i podejmuje kolejne działania, które mają zwiększyć skuteczność egzekwowania unijnej dyrektywy azotanowej. Właśnie ogłosiła „Plan działania na rzecz zintegrowanego zarządzania składnikami odżywczymi”, który ma obowiązywać już w przyszłym roku. Przewiduje on „zajęcie się zanieczyszczeniem substancjami odżywczymi u źródła” i dotyczy to przede wszystkim rolnictwa. Drobiazgowemu raportowaniu będzie podlegało już nie tylko zużycie nawozów mineralnych, ale też organicznych i organiczno-mineralnych.

Więcej nawozić obornikiem?

Wobec powyższych postanowień ironicznie brzmi niedawna wypowiedź komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego. Poinformowany formalnie przez ministra Grzegorza Pudę o problemie wzrostu cen nawozów mineralnych raczył stwierdzić, że niezbędny jest powrót do szerszego wykorzystania obornika, jako tradycyjnego sposobu nawożenia gleby. Zaznaczył także, że stosowanie rolnictwa precyzyjnego pozwala na redukcję ilości stosowanych nawozów chemicznych i mineralnych.

Czyżby komisarz Wojciechowski nie wiedział, że nawozy odzwierzęce są najbardziej znienawidzone przez unijnych urzędników, którzy upatrują w nich źródło całej gamy obciążeń dla środowiska? Poza tym kolejne obostrzenia, które hurtem wprowadza się do produkcji zwierzęcej, podnoszą jej koszty i skutecznie zniechęcają do kontynuacji, przede wszystkim w mniejszych i średnich gospodarstwach. Zatem skąd brać obornik, żeby go szerzej wykorzystywać do nawożenia gleb, jak radzi komisarz?

© Materiał chroniony prawem autorskim. Zasady przedruków w regulaminie.